Pan Severus Snape,
Szkoła Magii i Czarodziejstwa
Lochy- kwatery prywatne nr. 21
Wzywa się opiekuna małoletniego Harolda Jamesa Pottera, Severusa Tobiasza Snape'a o wstawienie się w biurze głównym Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w trybie pilnym.
Zignorowanie wezwania spowoduje wyznaczenie tymczasowego magicznego przedstawiciela osoby małoletniej w przeciągu dwudziestu czterech godzin od odbioru wezwania.
Z poważaniem,
Horacy Umberius Gotherborg,
Szef Biura Aurorskiego.
- Co to kurwa ma być! - Zaklął, odczytując Ministerialne wezwanie.
Dochodziła druga nad ranem! Turniej Trójmagiczny został przerwany po tym, jak dwoje reprezentantów zostało poważnie rannych, a Potter i Diggory zaginęli.
Przynajmniej oficjalnie. Nikt, nawet Albus Dumbledore nie miał pojęcia, gdzie są i czy żyją. Minister Korneliusz Knot zignorował nalegania Albusa, że sami rozwikłają zagadkę zaginięcia uczniów i wezwał Biuro Aurorskie.
Ci przeszli do działań szybko i sprawnie, rozpędzając gapiów w wyznaczone strefy, gdzie każdy został przesłuchany, a teren, na którym rozprzestrzeniał się Labirynt „Szkolnego Konkursu" otoczony osłoną i zaplombowany, by nikt nie był w stanie tam wejść czy szukać własnych śladów lub co bardziej prawdopodobne je zacierać. W ciągu godziny Aurorzy odkryli w kwaterach prywatnych kufer z uwięzionym Alastorem Moodym. Przez co rozpętało się jeszcze większe piekło.
Severus przemaszerował nerwowo po swoich kwaterach, w których panował istny chaos po tym, jak Aurorzy przeszukali je centymetr po centymetrze, odczytując po raz kolejny treść listu.
Pan Severus Snape,
Szkoła Magii i Czarodziejstwa,
Lochy kwatery prywatne nr 21.
Wzywa się opiekuna magicznego małoletniego Harolda Jamesa Pottera, Severusa Tobiasza Snape'a o wstawienie się w biurze głównym Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w trybie pilnym. Zignorowanie wezwania spowoduje wyznaczenie tymczasowego magicznego przedstawiciela osoby małoletniej w przeciągu dwudziestu czterech godzin od odbioru wezwania.
Z poważaniem,
Horacy Umberius Gotherborg,
Szef Biura Aurorskiego.
Treść tego wezwania nie miała dla Severusa kompletnie sensu. Bo co On niby ma wspólnego ze znamienitym chłopcem Albusa Dumbledora?
Odpowiedź jest oczywista jak słońce.- Nic! No prawie. Jest ta pieprzona przysięga, jaką złożył Lily, że będzie chronić smarkacza.
Nerwowo przewertował wspomnienia, by odtworzyć dokładnie słowa, jakie wówczas wypowiedział i zaklął okrutnie, gdy uświadomił, sobie co wtedy jako dwudziestojednoletni kretyn chlapnął. „Będę strzegł jego dobra fizyczne, materialne i magiczne". Było jeszcze kilka idiotycznych zapewnień w nadziei, że przyjaciółka wybaczy, mu błędy przeszłości i fakt jak bardzo zawalił zdradzając Voldemortowi treść przepowiedni.
Ale skąd On kurwa miał wiedzieć, że Lily jest w ciąży? Skąd miał wiedzieć, że urodzi berbecia Pottera akurat 31 lipca 1980 roku?
No nie mógł tego wiedzieć. Popełnił okrutny błąd, za który przyszło mu srogo zapłacić. Jednak prawda była taka, że w momencie zdradzania przepowiedni myślał tylko o sobie, swojej pozycji w szeregach i uwielbieniu wobec Lorda Voldemorta!
Lily była żoną Pottera! Stali po dwóch różnych stronach. Sprzecznych stronach, przez co nie utrzymywali kontaktu! Bo po co! Obydwoje powiedzieli, co im ślina na język przyniesie. Słowa, które było trudno wybaczyć.
Więc rozeszli się w różne strony. Lily stanęła przy boku Jamesa Pottera i rozpoczęła walkę ze złem wcielonym Lordem Voldemortem, a z kolei Severus był jego najgorliwszym zwolennikiem. Takie jest życie, lubi płatać figle.
Severus doskonale pamiętał dzień, gdy dowiedział się, że Lily urodziła. Syna Pottera! Jakby już sam fakt, że ktoś taki jak James Potter położył swoje łapska na kimś tak doskonałym, jak Lily nie był okropny, to dodatkowo urodziła mu bachora, który miał wyrosnąć na tak samo zepsutego egoistę, jak Potter!
No i była przepowiednia. A Potterowie do niej pasowali. Podpisał wyrok śmierci na swą jedyną prawdziwą przyjaciółkę. Zrozumiał to tego samego dnia, gdy berbeć przywitał ten świat. Severus długo bił się z myślami co zrobić, aż w końcu podjął decyzję.
Musiał z nimi porozmawiać. Potter jak to Potter był, gotów go zabić tak jak stał, ale Lily ... była przebiegła. Wymusiła na nim Przysięgę. Jako zadość uczynienie tej krzywdy, a Severus ją złożył.
Szczerze licząc, że Potter zdoła uchronić swoją rodzinę i przy okazji jego od wypełnienia danego słowa. Jak zwykle, gdy chodziło o Pottera nic nie poszło tak jak życzyłby sobie Severus. Lily i Potter umarli, a mu Severusowi zostawili Przysięgę, w liście jasno jest zaznaczenie „magiczny opiekun", no tak w końcu Harry Potter nie ma już nikogo dorosłego jako opiekuna magicznego!
Kundel jako zbieg nie miał żadnych praw. Za to Severus jako osoba powiązana z chłopakiem, Przysięgą Wieczystą musiał widnieć w magicznych artefaktach jako „osoba związana".
- Kurwa mać! - Zaklął pod nosem, gdy uświadomił sobie ten jeden jakże istotny fakt. Złożył Przysięgę dotyczącą małoletniego berbecia! Dotyczyła jego ochrony w wypadku śmierci rodziców. Jednak jego nadgorliwość i spryt Lily sprawił, że wypowiedział słowa, które związały go magicznym prawem ze smarkaczem!
Spojrzał na list po raz kolejny. To było oficjalne wezwanie. Bez szczegółów, o co chodzi, ale zdradzający jeden mały szczegół Harry Potter żył, Albus się ucieszy.
Z wieszaka podniósł szatę i założył, ją wkładając list do kieszeni. Czy tego chce, czy nie musi to sprawdzić? Bez zakłócania zasłużonego spoczynku Albusa opuścił zamek i jego teren, by teleportować się pod mury Ministerstwa Magii.
Pomimo później pory nocnej, strażnicy pełnili wartę. Severus wyciągnął, pismo ukazując, w jakim celu zakłóca ich spokój.
- Proszę poczekać. Ktoś za chwilę do Pana zejdzie. - Padła spokojna odpowiedź.
Severus zignorował sugestywny gest w stronę krzesła. Po cichu licząc, że skoro jest tu w sprawie „Harrego Pottera" nie będą się ociągać. W rzeczywistości przyszło mu stać dobre dwadzieścia minut nim dwóch Aurorów pofatygowało się na dół.
- Ze względów bezpieczeństwa zmuszeni jesteśmy przeprowadzić weryfikację tożsamości w pokoju przejściowym. Zapraszam. - Mruknął Auror odbierając od Severusa list. Zaprowadzili go do małego pokoju, bez mebli, z krzeseł i jednym małym stolikiem.
- Auror Hyberiusz Knoks i Auror Georg Jonas z trzeciej brygady Aurorskiej - Przedstawił ich Knoks. – Proszę o położenie różdżki na stoliku. Rzucę na Pana zaklęcie tożsamości, może odczuwać Pan delikatny dyskomfort, w razie znacznego osłabienia przerwiemy. Prześledzimy zaklęcia rzucane Pana różdżką w przeciągu ostatnich dziewięćdziesięciu sześciu godzin.
-Jestem zmuszony odmówić.
- Słucham? -Zdziwił się Auror.
- Umowa Poufności z 1980 roku. - Mruknął Snape z kpiącym uśmiechem. Jako szpieg pierwszej wojny nie musiał zgadzać się na żadne analizy.
- Panie Profesorze. - Zaczął Auror.
- Test krwi wystarczy, Panowie. Nie wyrażam zgody na analizę różdżki. - Warknął.
- Wiemy, kim Pan jest, czekaliśmy na Pana przyjście i nic co zidentyfikujemy, nie zostanie użyte wobec Pana czy Pańskiego podopiecznego, bez wyraźnej prośby z Pana strony. Dla dobra małoletniego radzę współpracować. To tylko procedura, która może Wam sporo ułatwić. - Wyjaśnił szeptem.
Severus założył ręce na piersi zaintrygowany. To sporo wyjaśnia, nie wyjaśniając nic. W trakcie trzeciego zadania wydarzyło się coś złego. Coś bardzo złego, a Potter wpadł w parszywe kłopoty, ale najwyraźniej Aurorzy chcą mu pomóc. Innego powodu, dla którego to On został wezwany, a nie Albus nie widział.
- Wyraża Pan zgodę na przeprowadzenie analiz? Naturalnie może Pan odmówić i wykonamy tylko test krwi. - Wypowiedział Auror, ale każdym nerwem i gestem ciała sugerował, że to byłby zły wybór.
Severus westchnął, w myślach analizując swoje wszystkie klątwy i uroki, jakich użył. W końcu kiwnął głową na zgodę. Po kwadransie było po wszystkim, a Auror wręczył Severusowi pergamin z wynikami.
- Kociołki nadal wybuchają, częściej niż by Pan sobie życzył. - Zaśmiał się Auror.
A Severus jedynie przewrócił oczami. - Kretynizm uczniów nadal potrafi mnie zaskoczyć. - Przyznał zjadliwie.
Aurorzy pokiwali głowami ze zrozumieniem. - Możemy włączyć wyniki do protokołu? - Padło ostatnie oficjalne pytanie, na które Severus odpowiedział potwierdzająco.
Zaintrygowanie sytuacją wzrastało w nim z sekundy na sekundę coraz bardziej. Pozwolił się zaprowadzić na piętro DPPC, a następnie do biura Szefa Aurorów.
- Proszę poczekać. Szef przyjdzie za kilka minut. - Mruknął Jonas.
Severus opadł, na fotel próbując, rozgryźć co się dzieje, gdzie jest Potter i co do kurwy nędzy się wydarzyło, że tu trafił.
Gotherborg kazał na siebie czekać dwa kwadransy, przez które irytacja Severusa narastała w nim coraz bardziej i bardziej. Jednak w końcu się doczekał.
- Proszę mi wybaczyć Profesorze. Sam Pan rozumie, sytuacja jest dość, nerwowa i nikt nie chce, aby doszło do nieporozumień.
Czarne oczy Severusa zmrużyły się niebezpiecznie. - Problem w tym, że kompletnie nie rozumiem, co się wydarzyło i gdzie jest mój podopieczny! - Zauważył zimno. Nie zamierzał przyznawać się, że nie miał zielonego pojęcia, że Przysięgą złożona Lily w sierpniu 1980 upoważniła go do bycia magicznym opiekunem Pottera.
- Gdyby przyszedł, Pan do nas od razu po zgłoszeniu zaginięcia małoletniego jako opiekun byłby Pan informowany na bieżąco. - Zauważył złośliwie Gotherborg.
- Nie obnosimy się oficjalnie z naszym, powinowactwem. Myślę, że rozumie Pan dlaczego. - Skłamał bez zająknięcia.
Auror pokiwał głową potwierdzająco, opadł na fotel po drugiej stronie biurka. Obserwując Severusa uważnie, z dozą ostrożności, ale także niechęci. - Rozumiem. – Potwierdził na głos. - Jednak zważając, na sytuację radziłbym, wyjść z ukrycia chłopak będzie potrzebował wsparcia, Profesorze. - Powiedział w końcu, a Severus poczuł się zganiony nie wiadomo dlaczego.
- Gdzie jest Potter? - Zapytał, mając dość błądzenia wokół tematu.
- W tej chwili śpi. Medyk uleczył zranienia, choć zalecana będzie długotrwała terapia zwalczająca skutki Cruciatusa.
- Co kurwa? - Zapytał, zszokowany tracąc na chwilę kontrolę.
- Pan Potter był poddany torturom klątwa Cruciatus. Tak przynajmniej wynika z analiz. O szczegółach zalecam rozmawiać z uzdrowicielem. Jednak to nie jest Wasz największy problem.
- A co nim jest? – Zapytał, mrużąc oczy.
- Pana podopieczny został zatrzymany jako podejrzany o zabójsto Cedrika Diggorego, w lesie nieopodal wioski Little Hangleton. – Wyjaśnił.
- Co kurwa? - Zaskrzeczał oszołomiony po raz kolejny.
- Cedrik Diggory, zmarł od klątwy Avada Kadavra. Jak obaj doskonale wiemy, użycie tej klątwy jest zakazane i karane bezwzględnym i natychmiastowym przeniesiemy do Azkabanu. Pan Harold Potter był jedyną osobą przy ciele zmarłego nastolatka. Przez co uznano, że to on odpowiada za ten czyn.
- Was do reszty porąbało? Potter to idiota i kretyn, ale nie morderca! Merlinie ten bachor jest idiotycznym Gryfonem, szybciej sam rzuciłby, się pod klątwę niż pozwoliłby zabić kogokolwiek, zwłaszcza drugiego ucznia! Zamiast oskarżać, niewinnego szczeniaka szukajcie sprawcy, skoro był torturowany Cruciatusem to ktoś ich napadł! Przełamano zabezpieczenia trzeciego zadania! I co Oni do kurwy nędzy robili w Little Hangleton! Chce zobaczyć Pottera! Teraz! - Warknął.
Auror swobodnie oparł się o fotel obserwując Severusa spod przymrużonych oczu. - Więc wierzy Pan w niewinność swoje podopiecznego?
- Severus prychnął pod nosem zirytowany. - Po co Potter miałby zabijać Diggorego? - Zapytał.
- Dla sławy? Dla chwały? Dla pieniędzy? Zwycięzca Turnieju Trójmagicznego ma sporo, przywilejów. Może Pan Diggory był szybszy, a Pan Potter nie chciał się pogodzić z przegraną, zabił rywala.
- Severus prychnął. - Mówimy o Potterze do kurwy nędzy. On ma pieniądze, sławę i chwałę bez durnego pucharu. - Zakpił. - A co z Cruciatusem? Rzucił go sam na siebie?
- Być może. Może chciał nas zmylić. Udać ofiarę.
- Gotherborg Ty wierzysz w to, co mówisz? - Warknął rozwścieczony. - Mówimy o czternastolatku! To smarkacz, który nigdy nie powinien brać udziału w tak wielkim przedsięwzięciu! To nie były zadania dla chłopca w tym wieku! Może to byście zbadali? Może Diggory nie żyje, ale szczerze wątpię by ten, kto go zabił, w rzeczywistości poświęcił tyle czasu i energii na pozbycie się tak nijakiego smarkacza! - Zauważył.
- Dlaczego nie wycofał Pan, podopiecznego z Turnieju?
- Przecież był związany magicznych kontraktem! - Zauważył Snape.
- Według mojej wiedzy żaden małoletni nie ma prawa do związania się z kimkolwiek magicznym kontraktem! - Powiedział z mocą. - Wiadomo, smarkacze to smarkacze różne kretyńskie mają pomysły, ale nawet magia ma swoje prawa, Panie Snape! – Powiedział znacznie głośniej, przez co oczy Severusa zmrużyły się.
– Stąd moje pytanie, dlaczego nie wykorzystał Pan swojej pozycji w życiu Pana Harolda Pottera i nie wycofał Pan chłopca z tego kontraktu? Tak jak słusznie zauważono, to nie był Turniej dla czternastolatka! Tylko kretyn przytaknąłby głową na coś takiego i wysłał, dziecko by walczyło ze smokiem, nurkowało 20metrów pod wodą, czy przechadzało się po labiryncie pełnym pułapek. Jaki miał Pan w tym interes?
Severus zmarszczył, nos zauważając zmianę tonu i toru pytań, na bardziej oskarżycielskie.
- Dlaczego nie przybył, Pan do Ministerstwa po pierwszym zawiadomieniu tylko czekał Pan na wiążące wezwanie?
- Chwila! - Wrknął Severus. - Ten list był pierwszym i jedynym, jaki otrzymałem od Was! - Zauważył.
- Oczywiście, że nie był pierwszym, Panie Snape! My przestrzegamy prawa i obowiązków magicznych! Nie odebrał Pan dwóch zawiadomień. Dlaczego?
- W co wy gracie? - Zapytał podejrzliwie. - W tej chwili chce zobaczyć Pottera!- Zażądał.
- W tej chwili zastanawiamy się, czy jest Pan odpowiednim opiekunem małoletniego. Skoro przekłada Pan dobro dziecka nad obowiązki. Nazwijmy je zawodowe mamy słuszne przypuszczenia, że małoletni powinien trafić pod pieczą kogoś bardziej odpowiedzialnego i zważającego na jego dobro. Biorąc pod uwagę powagę oskarżeń, jakie zawisły nad małoletnim, a także Pana bierność w całym zajściu powiadomiliśmy, Dział Opieki Małoletnich Czarodziei by przyjrzał się waszej relacji, Pana opiece nad chłopcem i wpływem na jego rozwój i sposób myślenia.
Nad ranem pracownik przeprowadzi wywiad z Panem, mam nadzieję, że jest Pan cierpliwy, bo ich działania są długotrwałe i skrupulatne. Jednak musimy mieć pewność, że chłopiec ma odpowiedniego i odpowiedzialnego opiekuna magicznego. Dopiero po ustaleniu, czy Pana działania nie skłoniły, chłopca do tego okropnego czynu będziemy mogli ocenić, czy chłopak był poczytalny w momencie dokonania zbrodni.
- Potter nie zabił Diggorego!
- Skąd Pan może to wiedzieć?
- Bo go kurwa znam! - Warknął wściekły.
- Czyli wyrazi Pan zgodę na przesłuchanie Harolda za pomocą Veritaserum i analizę jego różdżki.
- Na nic się kurwa nie zgodzę, dopóki nie porozmawiam z chłopakiem i nie dowiem się, w jakim stanie fizycznym i psychicznym jest! Mało tego żądam dokładnego raportu z przebiegu zatrzymania, kopie rzekomo wysłanych zawiadomień i wszystkich ustaleń kto zawalił przy zabezpieczeniu Turnieju! - Wrzasnął.
- W tej chwili, Panie Gotherborg! Mój prawnik, który zjawi się, tu lada chwila nie będzie zadowolony z powodu przetrzymywanie mojego podopiecznego bez dowodów jego winy. Bo śmiem twierdzić, że dowodów nie macie! – Warknął, wstając z fotela, a jego czoło pokrył szereg zmarszczek, gdy na twarzy Gotherborga pojawił się szybko maskowany uśmiech. Severus nie mógł się pozbyć okropnej myśli, że ktoś się bawi jego reakcjami i zachowaniem.
Jednak na analizę sytuacji przyjdzie czas, uniósł różdżkę za pomocą Patronusa wzywając jedynego człowieka, jaki mógłby okazać się przydatny w tej irracjonalnej sytuacji.
