Dwie i pół godziny później, Traper doszedł do swojego domu na bagnach. Przez całą drogę do swojego ogniska domowego nie mógł believe w what just się stało before jego maską. Jak tam jeszcze siedział w krzakolach, szukając trapek to myślał, że go normalnie rozsadzi od środka, albo że zacznie krzyczeć. No powiedzcie sami (hahah nie powiecie, bo możecie ino napisać xdd uwu), kto normalny, na co dzień słyszy, jak jakaś para partner in crime planuje zrobić pratnerowski in (w) krajm zamach na jakiegoś typola, co wy znacie? Ma. Sia. Kła.
Wracając do tego, że wrócił wreszcie do domu, Trapper zastał czyhającą już w drzwiach Meguminę. Aż tak pachniał płoteczkami.
- Wyczuwam plotki - wyniuchała w powietrzu Meg, stojąc we framudze drzwi.
- Meg skarbie, wróciłem.
- Jakie masz dla mnie plotki - sportowy świr zignorował powitanie Pułapkarza. Miała ważniejsze rzeczy do obmówienia, niż jakieś przywitanie swojego męża. Każda minuta się liczyła, bo jej man może pozapominać szczegóły dramy - Nie kłam, bo czuję - (pałza) powiedziała krzyżując ręce na πersi w swojej podomce.
- Usłyszałem rozmowę Bytu z Czarnym (nowym kolegą).
- OCZYMGADALI. No mów nie przedłużaj. Dłużej tego napięcia nie wytrzymam! - krzyknęła spotrowo Meg, ale nie zbyt sportowo, żeby nie brzmiało to patologicznie. Co jak co, ale boksu na swoim śląskim chłopie nie uprawia.
- Usłyszałem...- zaczął (skończył) - że Wraith ma być koronowany na króla - powiedział pod śmiertelną presją miłości swojego życia aka Dżejsi.
- Ale.. - powiedziała marszcząc czoło. Nie rozumiała tego, co jej Pułapkarz właśnie jej wyznał. Po chwili ciszy, pomyślała na głos - Przecież mamy już Dawida... Czy Nea chce zastąpić naszego drogiego przyjaciela jakimś "nowym kolegą"? - jej ton głosu stawał się coraz bardziej nerwowy. Traper przez cały ten czas ostrożnie się jej przyglądał. -I co, ten "kolega" będzie się nazywać Wraith Król? Król Wraith? Bo sama nie wiem jak ma serio na imię - powiedziała drwiąco. Traper Evares jednak nie wyczuł tego w jej głosie.
- Nazywa się Philipek - rzekł pewnie. Była to jedyna rzecz jaką na 100% wiedział - Aale słuchaj no, Meguś - zaczął, wracając do tematu. Meg patrzyła na niego spode łba (NIE WIEM JAK TO SIE PISZE) - Ehhh, sam nie wiem, m-może mi się coś pomieszało, wiesz jak to jest..
- Idę do Feng- oznajmiła, ubierając extra fit potochłonny płaszcz - Zajmij się obiadem.
Traper już otwierał usta, aby nie zgodzić się z jej tezą , ale zmienił zdanie.
- A uwierz, że się tym obiadem dobrze zajmę.
Meg przeszła przez bagienne pola w poszukiwaniu grzybowego domu. Teraz ona po prostu nie mogła believe co jej uszy (ears) usłyszały właśnie from her Traper. Jej myślenie nad tą plotką przerywały muły, błoto i inne bagienne przeszkody. Adidasy Dżejsiki nie były do tego biomu przygotowane, ale ona sama miała to gdzieś. Duma sportowego świra jak zawsze jest górą.
Przechodząc przez pola, góry i pagórki, Meg omijała dużo ludzi. Gdzieś w lesie z daleka była w stanie dostrzec 43 lepiankę Jake'a. Myślała, żeby do niego zawitać na chwilę. Przecież był on jednym z typiarzy razem z Meg, których jako pierwszych wzięła Nea. Poza tym, miała dość 5 godzinnej przechadzki do Feng. Tak, jest sportowym świrem, ale jeszcze przed wyjściem z domu Dżejsi przepłynęła kraulem całą Wisłę, bo fajne w niej ludzie rzeczy wyrzucają, oraz przeszła całe Alpy w poszukiwaniu Milki, bo mleko jej się skończyło, a czekoladę weźmie przy okazji. Ale wracając, bo się w tym akapicie wszyscy pogubimy zaraz., Meg w końcu nie poszła do niego, bo to menel, fest capi od niego, poza tym, jej psiapsi forewer, Feng Min, słuchajcie, FENG MIN, musi jako pierwsza usłyszeć tą plotkę. Co z tego, że powiedziałaby to Jake'owi? On się gunwo zna na plotkach, nikogo basz nie obgaduje, za to Feng Min...innna bajka ludziska. Z nią Meg po prostu całą wioskę może obgadywać, bo obie mają wspólnych wrogów i znają każdy szczegół ich życia, o dziwo zarazem mając przy tym swoje własne.
Dalej idąc napotkała Haddonfeels. Może do Laurie zawita? Nieee, Meg, skup się, pomyślała. Najpierw Feng, inni mogą zaczekać, poprawiała się w głowie. Musiała być zdyscyplinowana, a raczej jej umysł, bo z ciałem nie ma problemu. Teraz zamiast ciała, musi ćwiczyć umysł. Jakie to czasy nastały.
Gdy wreszcie znalazła bagienne lasy grzybusa fungusa , poczuła ulgę. Jeszcze tylko ze sto meterów i będzie gites, pomyślała. Tuż za kręgiem magicznych psychotropowych grzybków, w którym Dwight miewa momenty, że wykonuje rytuał zabicia mordercy, znajdował się muchomorowy dom, bo im więcej grzybów tym lepiej, szczególnie na ścianach w pokojach. Megan postanowiła, że zapuka do drzwi swojej śiśki.
- Puk puk - powiedziały drzwi.
- Któż mnie wzywa o tej porze? - jęknął grzybusowy głos, gdzieś w środku muchomurosowego domku. Gdy drzwi się otworzyły, stała w nich, szok, Feng Min.
- Siemka Feng to ja Meg - powiedziała psiaśnie Dżejsi do swojej BFF.
- O hey psiapsii - pisknęła sweetaśnie Feng, gdy zobaczyła też swoją BFF, po czym obie się przytuliły. Jako pierwsza od uścisku, odścisnęła się Meg. Jej twarz szybko nabrała powagi.
- Słuchaj Feng, mam ci coś do powiedzenia, bardzo, BARDZO ciekawego...