Był to kolejny rozdział później. Wraith dalej był niewidzialny ze wstydu. Wszyscy oprócz N poszli pogratulować nowożeńcom a Steve i Steve wypłakiwali się ze wzruszenia.
Nagle coś czarnego podpełzło do anonimowych nowożeńców. Była to oczywiście Grażyna.
- Słuchajcie, wiem po co naprawdę zrobiliście tę imprezę. Nawet nie próbujcie kłamać, wiem, że między wami jest iskra Doktora...
Nea spojrzała na nią zaskoczona.
- J-jak to?1 -spytała.
Grażyna przejrzała ich wzrokiem od góry do dołu oceniająco.
- Widać wasze obrączki z kilometra.
- N-nieprawda U/U - powiedziała zawstydzona Nea.
- Prawda- rzekła pewnie- Ale nie wydam was, jeżeli zrobimy pewien układ, tak, żeby obie strony były zadowolone - powiedziała uśmiechając się pod swoimi okularami męczeństwa.
- O cóż prosisz, szkarado? - spytał Wraith ojomojo.
Grażyna zaśmiała się pod swoim nosem zła i zniszczenia, po czym złożyła swe dłonie w gest psychologa (jak wygląda gest psychologa, pokazałyśmy w naszej powieści ,Milczenie Rodziców" uwu chamska reklama polsatowa) - Cóż, w zamian za dochowanie waszego związku w tajemnicy, pragnę, aby twoja wybranka, a twórczyni tego świata, zaimplementowała kilka drobniutkich, nowych zmian w regulaminie - powiedziała pewnie siebie Grażyna. Wiedziała, że teraz ma ich obu owiniętych wokół jej nikczemnego afroafrykańskiego palca. Podała im zasady wypisane na listku papieru toaletowego.
Nea wzięła skrawek do rąk.
- , Wielka Koncepcja Nowych Zasad", autor Grażyna Lecter - przeczytała na głos jedyna białaczka w gronie czarnego męża i psychopaty.
Potrząsła kartką, żeby litery na niej się dobrze ułożyły. Przeczyściła swoje gardło i zaczęła czytać:
- Zasada numer jeden, survivor ma zawsze rację.
Wraith również chciał poczytać dzieło Grażyballa. Zbliżył się do kobiety jego życia, oraz zrobił "tak" (czyt. swoimi deksterskimi, smukłymi, zwinnymi oraz czarnymi ręcami musnął rąbek kartki. Poczuł jak opuszkami palca wskazującego i murzyńskiego kciuka, ciężar owego listka papieru Foxy spadł na niego, odciążając swoją Bytną żonę. Poczuł się jak prawdziwy memszczyzna wtedy.)
- "Zasada numer siedem..?" - zawahał się, nie wiedział czemu taki numer był zaraz pod jedynką - "Morderca nie może straszyć survivorów."
- Hm, dziwne - pomyślała Nea, po czym zaczęła czytać kolejną zasadę.
- "Morderca powinien dawać fory survivorom, jak sobie nie radzą."
- Nie rozumiem tych zasad - powiedziała po zastanowieniu się Nea. - Nie podobają się mi i memu facecie twoje pomysły.
- Przecież to ogranicza morderców! - krzyknął Wraith, ale nie głośno, by nie zwrócić na siebie uwagi innych.
Wtem ich wzroki spoczęły na Hanniżynie.
- Może się Wam to teraz wydawać niedorzeczne... - zaczęła tajemniczo - Ale jestem wręcz przekonana, że większości się one spodobają, poza tym, lud potrzebuje dyscypliny... - między nimi zapadła cisza, najwyraźniej nie przekonało to zBYTnio małżonków. Grażyna wzdechła i zaczęła coś znowu gadać - To, co teraz widzicie, to oczywiście jest dopiero wersja próbna. Zasady można jeszcze zmienić lub udoskonalić, wszystko wyjdzie w praniu - zapewniła ich.
Nea zastanowiła się przez chwilę i postanowiła coś.
- Zapytam się ludu, czy mu pasuje.
- Ale Nea! - krzyknął dramatycznie Widmo podnosząc jego brudną lewą rękę w stronę Bytu, w celu zatrzymania jej.
- Dam sobie radę. Pomyśl o naszym zakazanym romansie - powiedziała, odwracając się do niego tyłem i wstała i weszła na stół - Steve - powiedziała, nakazując mu podać jej wymaginowany mikrofon. Stuknęła w niego parę razy, żeby sprawdzić czy działa. (Nie działa, spoiler). Wszyscy znów zwrócili się w stronę bytu.
Westchnęła.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, z okazji biesiady, jednak zostały mi zaoferowane pewne... unowocześnienia.. względem zasad panujących w tym mym świecie. Pragnę ogłosić plebiscyt, abyście wypowiedzieli się jako wspólnota, czy renowacje należy zaimplementować, czy nie. Zasady są takie - zaczęła czyścić sobie gardło, wycierając rękę do spodni. Tekst przemowy, który zapisała mazakiem na dłoni już jej się nie przyda. Wzięła listek papieru toaletowego do ręki i zaczęła czytać. - "Zasada numer jeden, surivor ma zawsze rację."
Na sali było słychać jęki zadowolenia i tego nie zadowolenia. Domyślcie się kto się cieszył a kto nie
- Nareszcie, sprawiedliwość! - powiedziała Nancy pancy.
- Co to za zasada?! - krzyknął jakiś morderca.
-Yyy dobra dalej - Nea wskazała palcem kolejną zasadę - "zasada numer siedem morderca nie może straszyć survivorów."
Znowu na sali rozległy się głosy, tym razem sprzeciwu były głośniejsze.
- A wezmę teraz coś ze środka może - zaproponowała - A więc, zasada numer 3, "Morderca powinien dawać fory survivorom, jak sobie nie radzą."... I jak, podoba wam się?
Na sali było jedno wielke zamieszanie ( ZNOWU). Mordercy wrzeszczeli w niebogłosy, aby ukazać swoje cierpienie i dezaprobatę.
- Chyba się nie zgadzają wszyscy - doradził jej Wraith.
- No to pokażcie swoje niezadowolenie na kartkach! - krzyknęła Nea.
- Nie mamy kartek!11!111111- krzyknął tłum.
- No to na serwetkach piszcie TAK lub NIE
Wszyscy brali po serwetce i głosowali czy są za totalitaryzmem, który miał zacząć rządzić. Każdy zaglądał do osoby obok, żeby zobaczyć, co kto wybrał. Niecałą minutę później na sali konferencyjno- ślubnej wybuchło KOLEJNE zamieszanie. Działy sie wielkie dymy, a mordercy wyciągali swoje szable i chcieli kogoś zabić.
Całą tą tragedie na żywo oglądało małżeństwo królewskie i Grażyna. Ale jej nie było widać.
- Coś tu się chyba gotuje - powiedział Phil, czując bimber w powietrzu.
- Grażyna, czemu ludu się to nie podoba? - spytała Nea. Czuła, że to chyba nie ma sensu.
- Bo żyjemy w społeczeństwie - zaczęła - Tak się dzieje, gdy zindoktrynowany lud próbuje coś sam zadecydować. Cała ta sytuacja pokazuje nam teraz jak bardzo, za twojego panowania, zakazane jest wyrażanie własnego słowa. Wszyscy się sobie rzucają do szabel. Spróbuj ich przekonać, bo jak tak dalej pójdzie, to cały ten świat zostanie zrujnowany (JA TO TERAZ DOPISAŁAM HIHIHIHI)(Aleś ty masz mózg bestie huhu)
- Misiaki, spokojnie - zaczęła gadając w strone walecznych gromad ludu, którzy sobie grozili,. Poprawiła swoją swoją hipsterską cool czapke, bo aż jej z wrażenia prawie spadła.
Ci zwrócili się do niej, po kilku jej błaganiach. Byli jednak nie w sosie, jedno źle dobrane słowo i mogło się to wszystko skączyć fiaskiem.
- Słodziaki, nie martwcie się - powiedziała unosząc drżące dłonie w góre - Te zasady są jeszcze do zmiany, więc możemy to zrobić wspólnie! Czekam na wasze propozycje zmian, moje małe chrabąszczyczki.
Grażyballina Hanniballina uśmiechnęła się niecnie pod swoim bystrym, czarnusienkim noskiem i powoli zaczęła się wnikać w głąb krzaków i mroków.
Wszystko zaczyna iść zgodnie z planem...
Na sali zaczęło się już spokojniejsze obradywanie lepszych zasad.
