Hej. Przypominam że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;p
Kochani, przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale dużo się działo w życiu! Przełom stycznia i lutego to dla mnie zawsze ważne wydarzenie związane z Fundacją Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Obiecuję, podgonić historię i nie trzymać Was zbyt długo w niepewności.
Miłego czytania!
- Abby, co Ty tu robisz? - odezwał się Tony – jest prawie 20:00. Czekałem pod Twoim mieszkaniem. Byliśmy umówieni.
- Tak, ale sprawa. Chcę wszystko zamknąć. Chciałam wolne, ale Jenny powiedziała, że jest za dużo pracy i nie zgodziła się na urlop.
- Jutro wrócimy do sprawy. Wszyscy są już w domu. A my razem idziemy na miasto. Będę czekał przed punktem kontrolnym przy głównym wejściu do biura. Ale nie za długo, okej? Jestem głodny jak wilk – uśmiechnął się i wyszedł.
Gdy Tony opuścił laboratorium, Abby usiadła na krześle i opuściła głowę, wbijając wzrok w podłogę. Tak bardzo chciała dzisiejszego wieczoru zostać sama. Kochała Tony'ego. Był jej starszym bratem. Najlepszym przyjacielem. Nie jego potrzebowała. Teraz potrzebowała mężczyzny, którego kocha.
Wyłączyła cały swój sprzęt, spakowała telefon do torebki i wstała. Spojrzała na całe swoje królestwo, zgasiła światło i wyszła. Po przejściu przez ochronę opuściła budynek i spojrzała na DiNozzo, który czekał na nią przy samochodzie.
- Jesteś w końcu. Bałem się, że zwiejesz przez garaż – otworzył drzwi ze strony pasażera.
- Przeszło mi to przez myśl – westchnęła – Tony, ja go potrzebuję – wsiadł do auta.
Tony zamknął drzwi, obszedł samochód i usiadł za kierownicą.
- Wiem, Abby – uruchomił silnik – serce mi pęka za każdym razem, gdy widzę jak cierpisz. Jest dupkiem, bo skoro Cię kocha, to dlaczego Cię zostawił? Tego nie rozumiem.
- Nie mów tak o nim – uderzyła go w ramię – Gibbs jest dobrym człowiekiem.
- I Cię tak po prostu zostawił? Proszę… - mruknął.
- Kocham go, a on kocha mnie. I wiem, że wróci do mnie. Zawsze wraca – oparła głowę o szybę – obiecał mi, że zawsze będzie mnie chronił. Z Meksyku tego nie da rady zrobić.
Chciał pociągnąć tą rozmowę dalej, ale zrezygnował. Dzisiaj chciał spróbować ją rozweselić. Misja ciężka, ale nie niemożliwa.
- Na który klub dzisiaj napadamy? - spojrzał na nią z uśmiechem.
- Może jednak w domu? - spojrzała na niego prosząco.
- Abby. Dosyć siedzenia wieczorami w domu i płakania w poduszkę – mruknął.
- To może film? Popcorn? Piwo? - zatrzepotała rzęsami.
- Ehh.. - pokręcił głową – masz w domu piwo i popcorn?
- Jest wszystko – uśmiechnęła się – mam nawet coś mocniejszego. Gdybyś chciał coś więcej wypić niż tylko piwo. Filmów tez kilka mam. Coś na pewno uda nam się wybrać coś ciekawego do obejrzenia – wzięła wdech gdy skończyła swój monolog.
- Wyjątkowo się na to zgadzam. Wyjątkowo.
- Czy ja już Ci mówiłam, że jesteś najlepszy? - pocałowała go w policzek z uśmiechem na twarzy.
Tony się uśmiechnął. Widział na jej twarz TEN uśmiech, którego nie było odkąd odszedł Gibbs. Połowa zadania za nim. Miał nadzieję, że dzisiejszy wieczór minie naturalnie. Jak dawniej. Pomimo tego, że ich Szefa nie było w kraju.
Niepokojąc się ciszą panującą w samochodzie, spojrzał w lewo i się uśmiechnął raz jeszcze. Spała słodko z głową opartą na bocznej szybie. Dałby sobie rękę uciąć, że było to rzadkością przez ostatnich kilka miesięcy. Ściszył nieco radio i kontynuował spokojną podróż. Nie chciał zaburzać jej odpoczynku, ale wiedział, że jeśli sama się nie obudzi, to będzie musiał to zrobić. Nie wniesie Abby do mieszkania. Nigdy tego nie robił i nie zrobiłby tego teraz. Pogrążony w myślach zaparkował pod jej mieszkaniem. Odpiął pas i położył dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Abbs? - zawołał – siostra, jesteśmy pod Twoim mieszkaniem.
Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiale, ale nie obudziła się.
- Abby, komputer się pali! - krzyknął.
Kobieta poderwała się na fotelu i zaczęła panicznie się rozglądać i machać rękoma.
- Anthony DiNozzo, będziesz smażył się w piekle – warknęła do niego marszcząc brwi.
- Nie mogłem Cię obudzić, jak inaczej miałem to zrobić? - spojrzał na nią z miną zbitego psa.
- Żeby mi to było ostatni raz, Anthony DiNozzo – pogroziła mu palcem, odpięła pas i wysiadła z samochodu.
Tony wziął głęboki wdech i wysiadł, dołączając do Abby. Mimo wszystko chciał, by ten wieczór był taki, jak wszystkie poprzednie za dawnych dobrych czasów.
Abby weszła do mieszkania, odwiesiła płaszcz i rzuciła klucze na komodę.
- Rozgość się, Tony. Co chcesz do picia? Piwo? Wódka? - zacięła się – może burbon?
- Piwo wystarczy – zdjął kurtkę, odwiesił ją i usiadł na kanapie.
- Już podaję – uśmiechnęła się i weszła do kuchni – za Tobą na półce są pudełka z filmami. Wybierz coś na dzisiaj. Tylko błagam, nie Bond.
- Cały misterny plan poszedł się walić – zaśmiał się, odwrócił się i zaczął przeszukiwać filmy.
Abby wyjęła z lodówki dwie butelki z piwem, sięgnęła do szafki po paczkę z popcornem. Kołysała przy tym biodrami, uśmiechając się do siebie samej. Pochyliła się do kolejnej szafki, wyjęła miskę i przesypała do niej przekąskę.
- Tony, może bez jakiegoś płaczliwego romansu, co? - weszła do salonu, postawiła na stoliku butelki i miskę po czym opadła na kanapę – och jak dobrze być w domu.
- Ja i płaczliwy romans? Noc w muzeum pasuje? - wsunął płytę do odtwarzacza i usiadł obok niej.
- dzisiaj się pośmiejemy.
- Jesteś najlepszy – chwyciła butelkę i pociągnęła łyk alkoholu.
- Ehh… Nieprawda – uśmiechnął się i złapał butelkę.
Tak jak zakładał wieczór mijał spokojnie. Radośnie, ale spokojnie. Bez ciężkich wspomnień. Bez smutku i tęsknoty. Przynajmniej żadne z nich tego nie okazywało. Nie minęło jednak pół filmu, gdy poczuł na swoim ramieniu ciężar głowy Abby. Pochylił się delikatnie i przyjrzał się jej. Spała. Ponownie. Tym razem nie miał zamiaru się ruszać. Gdy tylko zmęczenie zaczęło dopadać nie opierał się. Zasnął nim film się skończył.
CDN
