Hej. Urządzenie dostępne w postaci niezależnej od mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;p
*30 minut później*
Jethro odpadło samotnie na drewnianej ławce w parku. Przed nim działał widok na spokojnie płynący Potomak. Byłoby chłodno, ale nie na tyle, w jakiś sposób wejść do planu, który ukształtował się w jego głowie.
W dłoni trzymany kubek z kawą, który zakupił po drodze. był już alternatywny. Wypił może rozwiązanie z kubka. Nie lubił czekać, nigdy nie był człowiekiem, który musiał być, wolał być człowiekiem. Ale teraz? Teraz nie ma innego wyjścia. Musiałem czekać, tyle ile będzie trzeba.
Ciszę wokół niego przerwało pikanie telefonu. Wyjął go z kieszeni i matki. Dostał stałą wiadomość od Jakea
„ Zrobione"
Schował telefon i głęboko wdech zamykając oczy.
*Laboratorium Abby – w tym samym czasie*
Abby wyprowadzające z pokoju balistycznego. Miała potrzebną kulę do testów. Podeszła do swojego biurka i zdębiała. Na blacie pozostała pojedyncza czarna róża. ujawniona od kogo była. Oprzytomniała i zaczęła się rozglądać ze strachem w oczach. Czy przyszedł do niej? Czy ktoś musi wejść do jej laboratorium? Zdawało się, że inni nie byli. Odstawiła słoiczek z pociskiem, złapała różę i przystawiła ją do nosa, po czym wpadła głęboko wdech. Pachniała tak pięknie. Nogi jej zmiękłe. Wsunęła różę do fiolki i postawiła ją na półce.
Urządzenie pojemnika, z którego może pochodzić przed wejściem, urządzenie leżące na biurku kartkę papieru. Idealnie z wyboru na pół. Dostrzeżenie się rozejrzała, chwyciło pilota i zamknęło drzwi od laboratorium. Nie istnieje, co może być stosowane w słowach, które są na tej kartce.
Wzięła głęboki wdech, złapała kartkę i siadając na krześle zaczęła czytać.
„ Abby,
nie wiem, od czego zacząć. Może od tego, że nigdy nie byłem dobrym w słowach, a na pewno nie w tych, które dotyczą uczuć. Powinienem działać od tego, że za długo milczałem, uciekając zamiast uderzać. Dzisiaj, gdy odeszłaś, świadomm, że naprawdę cię straciłem.
Wiem, że zawiodłem. Zraniłem cię najbardziej, ze wszystkich mężczyzn, którzy zostali uderzeni. Wiem o tym, bo kontynuowaem, że zawsze będę cię chronił. Wiem, że zostałem Ci usunięty, zostałem mi ufać. Odszedłem zostawiając Cię w ruinach. tak będzie najlepiej, jeśli się oddalę, zniknę, oszczędzę Ci bólu. To prawda, że przysporzyłeś Ci tego bólu więcej, niż byłeś w stanie znieść.
Nie proszę cię, chciałbym od razu mi wybaczyć. Nie mam do tego prawa. Proszę Cię, Abby można zwolnić z uwagi na to rozwiązanie. Jeśli w myśl zasady ważności jest jedno wspomnienie, które nie boli. Jeśli jest tam jeszcze miejsce na inne niż żal i smutek. Proszę.
Jest mi wstyd, że świadomym to wszystko dopiero w chwili, gdy cię straciłem. Ślad po zastosowaniu na moim liczniku spalił mnie przez całą noc. Wywoływał on zawsze uśmiech na mojej twarzy, ale nie w tamtej chwili. Gdy raz ostatni spojrzałem w Twoje oczy nie w nich tego błysku co zawsze. Widziałem w nich coś, co mnie zmroziło – pustka, rozczarowanie i strach. A ja nie chcę być tym którego się boisz. Chcę być tym, przy pomocy przewodnika, który jest bezpieczny.
Wiem, że wykonanie już nastąpiło, że nastąpiło ostateczne, ale jeśli jest to możliwe, maleńki promyk, jeśli jesteśmy warci, że jesteś w czasie, aby przejść, Abby daj mi go trochę.
Nie jestem idealny. Nigdy nie tak, abym nie był uszkodzony. Jestem jaki. Nie chcę być tym, kim jestem teraz. Kim stałem wyjeżdżając do Meksyku. Chcę być tym mężczyzną, w którym się zakochałeś. Obiecuję Ci, że nie ucieknę. Ani dziś, ani nigdy.
Jetro.
Jeśli będziesz mieć zamiar i czas wydany,
będę w parku przy Potomaku,
niedaleko budki z kawą."
Abby czytała listę bardzo powoli. każde słowo paliło ją w oczy. Nie zauważono na to, że od czasu do czasu po policzkach spływają łzy. Odłożyła listę na pulpit i wyszła na różę, która od niego dostała. To wszystko wystarczyło, przez wybuch płaczem. Nie można się przydać. Nie była w stanie zatrzymać łez płynących po jej twarzy i spadających na telefon. To było dla niej za dużo.
Czy go kochała? To oczywiste. pomimo tego, że została wyrządzona, nadal był całym jej światem. Miłość taka jak ta zdarza się raz w życiu.
Zamarła, gdy usłyszała dźwięk pukanie do drzwi. Możliwość zamknęła się w środku. Kartkę schowaną do kieszeni, starłą szybko łzy z twarzy i ukrytej przed drzwiami pilota.
-Abby! Wszystko w porządku? - do laboratorium wpadł przestraszony Tony.
- Ja.. Tak.. Nie wiem – westchnęła.
- Płaczesz? - podszedł do niej i położył się na jej opadach.
- Już nie.
- Hej, co się stało? powiedział Ci coś niemiłego?
- Och Tony… - pogłaskała go policzku – to nie tak. właśnie powiedział mi coś najpiękniejszego.
- Gibbs tu był? - wyprostował się.
Skinęła głową.
- Zabiję – warknął.
- Nie! - krzyknęła i złapała go za rękę – nie rób mu krzywdy. Tony, do sprawy między nim a przekonaniem. Nie chcę nikogo do tego angażowania.
- Ale mimo wszystko…
- Nie – przerwała mu – To musiałam sama. Obiecuję, że nie przyjdę krzyczeć w Twoim rękawie.
- Nienawidzę, gdy ktoś Cię krzywdzi – mruknął.
- Wiem, ale teraz musisz przeżyć. Nie pozwolę się nikomu w to miesza – zdjęła fartuch – idę na zapas. Siedzę tu zbyt długo. Potrzebuję chwili relaksu.
- W porządku, ale koniec. Dzwoń odprowadzająca będzie uwalniana – uwalniana na zewnątrz.
- Obiecuję – wystąpiła i pocałowała go w policzek.
Tony westchnął i wiedział, że jest przegranej pozycji, która wyszła z laboratorium.
Abby szybko przełożyła listę z fartucha do twojego małego plecaka, wsuwaną do środka telefonu i chwyciła kurtkę z wieszaka. Nie musisz, czy dobrze robi, ale nie możesz poznać prawdy. Musiała się z nim spotkać.
Zgasiła światło i wyszło z laboratorium.
Czy podjęcie dobrego rozwiązania? Miała zastosowanie o tym za ostatnią minutę, gdy dotrze na spotkanie z Gibbsem.
CDN
