Hej. Przypominam że wymienione postaci nie należą do mnie. Pożyczam i oddaję w stanie nienaruszonym ;p
Abby w pośpiechu opuściła biuro. W głowie toczyła walkę, czy powinna iść na spotkanie czy nie. Czy będzie na nią czekał, czy nie. Ale przecież napisał, że będzie czekał. Doskonale wiedziała w jakim miejscu go szukać. Kilkukrotnie po ciężkiej sprawie widziała go w parku. Abby wychowała się w Nowym Orleanie, więc często w okresie wakacyjnym rodzice zabierali ją i młodszego brata nad Zatokę Meksykańską. Pokochała szum wody. To właśnie dlatego czasami zjawiała się nad Potomakiem, by pomyśleć lub się wyciszyć.
W drodze na spotkanie nie rozglądała się za bardzo dookoła. Musiała jak najszybciej dotrzeć w umówione miejsce. Nie zwracała uwagi, na sygnalizację świetlną. I gdyby nie jeden z przechodniów, który złapał ją za rękę i pociągnął do tyłu, wpadła by pod koła pędzącego samochodu.
- Hej, uważaj dziewczyno – zawołał nieznajomy.
Abby potrząsnęła głową, rozejrzała się i przebiegła na drugą stronę ulicy. Nie mogła tracić czasu na zmianę sygnalizacji świetlnej. Nie wiedziała jak długo będzie czekał. Musiała być tam jak najszybciej.
Mijając budkę z kawą zaczęła się rozglądać na mężczyzną. Mijając pierwszą ławeczkę, uśmiechnęła się do siebie widząc parę zakochanych. Czy ona będzie miała szansę tak spędzać czas ze swoim ukochanym? Potrząsnęła szybko głową odpędzając myśli.
Po chwili się zatrzymała. Zauważyła mężczyznę siedzącego samotnie na ławce. Naprawdę na nią czekał. Zaczęła mu się przyglądać. Ramiona miał lekko pochylone, łokcie oparte na kolanach a wzrok ewidentnie wbity w lustro wody. Ruszyła z dozą niepewności. Szła powoli i po cichu. Nie chciała go wystraszyć. Ani siebie.
Stanęła za nim. Chciała coś powiedzieć. Zacisnęła usta. Nie wiedziała co powiedzieć. Wzięła głęboki wdech.
I wtedy on się wyprostował i odwrócił. Usłyszał jej oddech.
Ich spojrzenia się spotkały.
Gibbs wstał i stanął twarzą w twarz z kobietą. Zauważył podkrążone oczy. Nie wyspała się. Płakała. Serce mu pękło. Ponownie. Chciał coś powiedzieć, ale żadne słowa nie były w stanie opuścić jego ust. Po prostu stali i patrzyli na siebie.
- Jethro – wyszeptała Abby, bojąc się, że zaraz znów się rozpłacze.
Mężczyzna podszedł do niej bliżej. Nadal milczał.
- Powiedz coś – dodała łamiącym się głosem, czując jak skumulowane łzy płyną po jej policzkach.
Ponownie nie odezwał się słowem. Niepewnie podniósł dłoń i ostrożnie, kciukiem otarł łzy najpierw z prawego, a później z lewego policzka. Abby natychmiast położyła dłoń na jego dłoni i przycisnęła do swojego policzka. Niewielki gest z jego strony ponownie ją rozbił. Kobieta wybuchła płaczem. Zbliżył się do niej, wchodząc w jej przestrzeń osobistą, wysunął delikatnie dłoń z jej uścisku i objął ją ramionami.
Abby drgnęła. Przez ułamek sekundy myślał, że go odtrąci, że postąpił źle. Ale nie.
Opadła na niego, jakby nogi odmówiły posłuszeństwa. Jakby nie miała już siły dźwigać wszystkiego sama. Jej palce mocno zacisnęły się na materiale jego kurtki a czoło oparła o jego ramię, próbując się uspokoić.
- Nienawidzę Cię – wymruczała nadal łkając – I kocham Cię.
Gibbs znowu milczał. Nie chciał nic mówić, by nie pogorszyć sytuacji. Wszystko co miał do powiedzenia zawarł w liście. Teraz ona musiała podjąć decyzję i powiedzieć mu o tym. Jedyne co zrobił, to mocniej przytulił do siebie i zaczął jedną ręka pocierać jej plecy.
- Nie wiem co jest gorsze. Nie wiem jak można kogoś kochać i jednocześnie go nienawidzić. Nie chcę tak, Gibbs – szepnęła.
- Nie wiem, co mam zrobić, żeby to naprawić – ton jego głosu był poważny, ale szczery – ale jeśli jest cokolwiek, co mogę zrobić, to to zrobię. Cokolwiek co powiesz. Każesz mi odejść? Odejdę, choć będzie to najtrudniejsza decyzja w życiu.
- To tak nie działa, Gibbs – odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.
- Będę walczyć tak długo, aż nie powiesz mi, że mam odpuścić.
- Jesteś gotów walczyć? Naprawdę walczyć? Bo jeśli tak… To musisz mi to udowodnić. Ale ja Ci nie powiem jak masz to zrobić.
Skinął głową potwierdzając jej słowa.
- Ale nie słowami, nie listem. Nie teraz – odsunęła się od kiego o kolejny krok.
- Więc jak? - wyciągnął do niej rękę. Wiedział co miała na myśli, ale musiał to usłyszeć od niej.
- Po prostu zostań. Nie uciekaj – spojrzała mu w oczu, westchnęła po chwili i odeszła.
Nie obejrzała się ani razu. Jethro nie próbował jej zatrzymać. Nie mógł tego zrobić, bo ona tego nie chciała. Bo to tylko i wyłącznie od niego zależało co będzie dalej.
Abby weszła do laboratorium. Była wyczerpana. Zmęczenie dawało o sobie znać bardziej niż kiedykolwiek. Na szczęście emocje zaczęły powoli opadać. Była zadowolona, że poszła do Gibbsa. Bała się, ale gdy spojrzała w jego oczy widziała w nich tego mężczyznę, w którym się zakochała. Tego jednego była pewna.
Odłożyła plecak, odwiesiła kurtkę i szybko przywdziała swój fartuch, chcąc jak najszybciej skończyć swoją pracę.
- Na czym to ja stanęłam? - zapytała się głośno i złapała słoiczek z pociskiem – a no tak – zaśmiała się i podeszła do mikroskopu.
- Fatalnie wyglądasz, jesteś rozkojarzona – odezwał się Tony stojący w drzwiach.
- Dzięki Tony na szczerość. Naprawdę nie wiesz jak bardzo mi to pomaga – odpowiedziała sarkastycznie.
- A dziękuję, jak wiesz to moja specjalność – podszedł do niej o potarł dłonią jej plecy – wszystko w porządku?
- Tak, wszystko w porządku – mruknęła i wsunęła pocisk pod mikroskop.
- Właśnie widzę.
- Nie wiem, Tony – westchnęła.
- To Gibbs. Coś Ci zrobił? - przyjrzał się jej uważnie.
- Nie zaczynaj, proszę.
- Kochanie, porozmawiaj ze mną – położył dłoń na jej ramieniu – proszę.
- Kocham go i nienawidzę jednocześnie – opuściła ramiona – czy to możliwe? Mam mętlik w głowie. Nienawidzę go za to, że uciekł. Zostawił mnie tu samą. Najpierw mówi, że jestem dla niego ważna a później leci do Meksyku. Jest facetem o którym marzyłam. Zawsze chciałam, żeby jego ramiona mnie obejmowały. To na niego czekałam całe życie.
- Miłość jest do bani – oparł się o biurko.
- Nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo – westchnęła.
- Pamiętaj, że jeśli będziesz potrzebowała porozmawiać, to wystarczy jeden telefon. Jedno słowo i jestem – uśmiechnął się i wyszedł z laboratorium.
- Dzięki Tony – krzyknęła za nim i wróciła do pracy.
CDN
