ROZDZIAŁ 1. POWRÓT DO DOMU

Piątkowy wieczór. Nie wszyscy wierzą w to, że piątek jest najszczęśliwszym dniem, ale wszyscy zgadzają się, że piątek jest dniem, na którym się czeka niczym pierwszej gwiazdki w wigilie. Piątek, to dzień który kończy tydzień tak zwany pracujący, a kolejne dwa dni mają być dniami tak zwanego „chillu" od pracy i obowiązków. Dla dzieciaków piątek również był dniem wybawienia – to dla nich była uchylona brama do wolności. Piątek chociaż jest ostatnim dniem obowiązków, to teoretycznie nie zawsze nim jest. Dla kobiet jest to dzień, gdzie sprawdzają szafy, aby dać sobie kolejną wymówkę na wypad na zakupy do centrów handlowych na sobotę. Piątek jest również dniem odwiedzin i imprez, bo w sobotę można przecież dłużej pospać.

Piątek był również dniem, w którym Daniel Humphrey stanął u progu swojego dawnego loftu w Nowym Jorku, gdzie mieszkał jeszcze kilka lat temu. Samo spojrzenie na drzwi wywołało u niego masę wspomnień z czasów liceum, które zdecydowanie było punktem zwrotnym w jego życiu. Znajomości oraz relacje, które zawierał już na zawsze oznaczyły nad nim piętno. Relacje, które dorowadziły go do tego momentu, w którym był teraz.

Dan stojąc przed loftem pokrótce przeanalizował swoje życie. Był w pięcioletnim związku z Sereną zanim zdecydował się poprosić ją o rękę. W ostatnich latach była przy nim, wspierała go, rozumiała i przede wszystkim była dla niego jak przyjaciółka. Ożenił się z nią z nadzieją, że kiedyś przyjaźń zmieni się w miłość albo chociaż w przyzwyczajenie. Tak jednak nie było. Ich życie w Los Angeles nie skończyło się tak, jak planował. Chociaż był zadowolony z faktu, że Serenie się udało w mieście aniołów. Zapewne wielu jej zazdrościło pracy w gronie największych gwiazd fabryki marzeń. Serena jednak była stworzona do wielkich rzeczy i do rzeczy, które sprawiała, że stawały się piękniejsze. Pasowała do świata Hollywood jakby się tam urodziła, a Dan cieszył się jej szczęściem. Nawet jeśli w nim już nie uczestniczył.

Humphrey nadal stał przed loftem wpatrują się w drzwi. Miał mistyczne wrażenie, że odbijają się od niego ciemne oczy pewnej brunetki. Była wszystkim tym, czego nienawidził w Uper East Side, ale jednocześnie wszystkim tym, co go tutaj znowu przywołało. To było jak nadnaturalne przyciąganie się magnesu, chociaż Humphrey uważał, ze jest to jedynie jednostronne. Nie przeszkodziło to jednak w rzuceniu wszystkiego i powrotu do miejsca, w którym tak naprawdę wszystko się zaczęło. Spojrzenie, które przez ostatnich sześć lat próbował znaleźć w Serenie było tutaj, w Nowym Jorku i nazywało się Blair Waldorf.

Dan wziął głęboki oddech, sięgnął za klamkę otwierając drzwi i przekroczył próg loftu, w którym postanowił ponownie zamieszkać. Zdziwił się, że loft był otwarty, ale to już wkrótce miało się wyjaśnić.

— Dan? — usłyszał za sobą zdziwiony głos i nieco może zdenerwowane młodszej siostry — Co ty tutaj robisz?

— Ja? Co ty tutaj robisz? Tato powiedział, że loft stoi pusty i mogę w nim…— urwał nagle, gdy zobaczył za swoją roznegliżowaną młodsza siostrą nieznajomego mężczyznę. — Ou… nie chciałem przeszkadzać. — dodał nieco zakłopotany i odwrócił się zakrywając oczy dłonią.

— W porządku, nic się nie stało. To jest Jacob. — przedstawiła swojego ,przyjaciela" starszemu bratu. — Kochanie, daj nam chwilę, dobrze?

— Dan. — rzucił Humphrey w kierunku niebieskookiego blondyna. — Miło poznać.

Zakłopotany całą sytuacją Dan podał rękę ubierającym się facetowi, który po chwili zniknął z jego oczu i udał się do pokoju Jenny. Czy ta sytuacja mogłaby być bardziej żałosna? Dan był zakłopotany, a Jenny sprawiała wrażenie dość wyluzowanej. Dla niego Jenny zawsze będzie jego młodszą siostrą i do tej pory nie przyzwyczaił się, że Jenny może mieć dorosłe życie oraz dorosły związek. Nadal dla niego to była abstrakcja i poczucie, że musi ją chronić przed każdym facetem, który ma wobec niej „niecne plany". Starał się jednak nie pokazywać po sobie swoich emocji. Chociaż był spięty, to próbował się sztucznie uśmiechać.

— Co tutaj robisz? Nie powinieneś być z Serena w Los Angeles? — zapytała już ubrana, gdy zostali sami.

— Dostałem kuszącą ofertę pracy. Tutaj, w jednej ze szkół.

— Naprawdę? To świetnie! Serena dołączy do ciebie?

— Nie… um… — zawahał się przed powiedzeniem siostrze prawdy, ale czy był sen ukrywać to? Prędzej czy później i tak każdy by się dowiedział. — Rozstaliśmy się.

— Czekaj… co? Jak to się rozstaliście? Kiedy?

— Jakiś czas temu. Za tydzień mamy rozprawę i oficjalnie będę rozwodnikiem i wolnym od zobowiązań. — spróbował zażartować.

Wydawało mu się, że będzie jeszcze miał całkiem sporo czasu na wymyślenie tego, co powie rodzinie na temat swojego nieudanego małżeństwa. Obecność Jenny w lofcie nieco go zaskoczyła, ale z drugiej strony poczuł ulgę, że mógł komuś o tym powiedzieć. Z Jenny miewał sporadyczny kontakt. Odległość między Los Angeles a Nowym Jorkiem była całkiem spora. Poza tym Jenny była zajęta projektowaniem linii ubrań dla Waldorf Designs. Jenny robiła imponującą karierę, czego zapewne nikt się jeszcze kilka lat temu nie spodziewał. Blondynka jednak była dość uparta i dążyła po swoje. Dzięki czemu osiągnęła sukces. Dan był dumny z siostry, ale miał nadzieję, że sława nie odbije się negatywnie na życiu Jenny. Miał nadzieję, że młodsza siostra nadal ma w sobie te same wartości, które przed laty starał przekazać się im Rufus. Miał nadzieję, że w jej życiu nie pojawiło się wszechobecne zepsucie.

— Jak możesz sobie żartować? Nie jest ci przykro? Co się właściwie stało? Sprawialiście wrażenie szczęśliwych. Przynajmniej na mediach społecznościowych. — Jenny jako dość sławna projektantka była często aktywna na mediach społecznościowych typu Instagram czy twitter. W przeciwieństwie do swojego brata, który ograniczał social media do minimum.

— Stalkujesz brata na Instagramie zamiast do niego zadzwonić? — zaśmiał się. Widzą jednak wyraz twarzy Jenny postanowił odłożyć żarty na bok i nieco więcej je wyjaśnić.— Serena i ja postanowiliśmy oficjalnie niczego nie mówić ze względu na premierę jej filmu, którego jest producentką. Niektórzy z Hollywood uważają, że informację o naszym rozwodzie mogą mieć negatywne skutki. Zgodziłem się na to. — wyjaśnił wszystko. — Dlatego ciebie też proszę o dyskrecję, Jenny.

— Jasne. Akurat ja najlepiej wiem, jak zła prasa może wpłynąć na twoją pracę. — uśmiechnęła się blado. — Nadal mi nie odpowiedziałeś. Co się stało, że już nie jesteście razem?

Dan westchnął ciężko. Właściwie to nie wiedział, co ma powiedzieć młodszej siostrze. Nie było to jedno z tych smutno-romantycznych czy rozdzierających serce rozstań. Związek jego i Sereny był wyjątkowy. Dan darzył Sereny szacunkiem i zawsze był dla niej, gdy tego potrzebowała. Był dla niej przyjacielem bardzo chciał, aby to się zmieniło w coś więcej. Czas mijał, a jego uczucia się nie zmieniały. Nie było w nich pasji czy namiętności. Nie było nic poza przyjaźnią.

Zapewne tak trwałoby to jeszcze kilka lat jeśli nie całe życie, gdyby nie pewien incydent kilka miesięcy temu. Serena używała starego laptopa Dana, gdy jej został zalany kawą w pracy i znajdował się w naprawie. Przypadkowo natknęła się na wersje roboczą drugiej książki Dana, a raczej rozdziału, który wówczas podarował jej, gdy leciała samolotem do Los Angeles. Rozdziałem, który miał być o niej. Dokładnie – miał. Serena z uśmiechem na twarzy chciała przeczytać to jeszcze raz. Powspominać i być może podbudować swoje ego. Po przeczytaniu roboczego rozdziału na jej twarzy nie było nic, co miałoby przypominać smutek. Był tylko grymas przypominający smutek. Ten rozdział nie był o niej i nigdy nie miał być o niej. Był napisany dla kogoś innego.

Humphrey starał się wybrnąć z tej sytuacji, ale nie dlatego, że został przyłapany na kłamstwie. Czuł, ze skrzywdził Serenę, czego nie chciał najbardziej na świecie. Przykre jednak było to, że z jednej strony poczuł ulgę. Ulgę, że w końcu blondynka poznała prawdę. Były długie noce oraz długie dni, gdy o tym rozmawiali próbując naprawić to, czego tak naprawdę nie dało się naprawić. Nie należy ujmować tego, że oboje próbowali i bardzo się starali, aby im wyszło. Dla Dana zdecydowanie prościej było kochać Serenę niż wiecznie oglądać się za tymi ciemnobrązowymi oczami, które przyniosły mu tylko zgubę. Oczami, które nigdy nie wybrały jego i nie miały nawet odwagi mu tego powiedzieć.

Serena w końcu sama zrozumiała, że ona i Dan nie mogą zostać kimś więcej niż przyjaciółmi. Zaakceptowała to i pozwoliła mu odejść. Przez cały czas pobytu w Los Angeles z Danem, blondynka bardzo się zmieniła. Dojrzała, wydoroślała i przede wszystkim nie stawiała tylko swoich potrzeb na pierwszym miejscu. Trudno było jej się z tym pogodzić, ale jeszcze trudniej byłoby jej patrzeć każdego dnia na swojego męża i zastanawiać się, czy jego oczy chcą dostrzec w niej kogoś innego. Kogoś, kim nigdy nie będzie. Zrozumiała, że nie może mieć Dan'a Humphrey'a jako jej męża, ale nie chce stracić Dan'a Humphrey'a przyjaciela.

Dla samego Dana to również było trudne, ale przez ostatnie kilka lat miał wrażenie, że w Nowym Jorku pozostawił nierozwiązane sprawy i niezakończone tematy. Z jednej strony chciał wrócić, a z drugiej się tego bał. Wyobrażał sobie swój powrót na różne sposoby. Za każdym razem ze szczęśliwym zakończeniem. Teraz jednak był na drodze do realizacji tego marzenia i to do przerażało. To już nie było śnienie na jawie, ale rzeczywistość. To, w jakim kierunku się to wszystko potoczy zależało tylko od niego. Czy jednak miał prawo oczekiwać dla siebie szczęśliwego zakończenia? Przede wszystkim jednak – czy będzie w stanie wypowiedzieć to jedno marzenie na głos?

— Dan? — powtórzyła Jenny i jednocześnie przywróciła Dan'a ze wspomnień do rzeczywistości. Brunet miał wrażenie, że młodsza siostra próbuje przeszywać go wzorkiem, aby wyczytać cokolwiek z jego twarzy.

— Ouu.. Po prostu… To nie miało szans się udać, ale nadal jesteśmy przyjaciółmi. Tak jest dobrze.

Urwał i biorąc w ręce bagaż udał się w kierunku swojego dawnego pokoju. Miał nadzieje, że młodsza siostra skończyła na dzisiaj przesłuchanie. Chciał odpocząć po podróży i już nie rozgrzebywać swojego nieudanego małżeństwa. Jednakże z jednej strony poczuł ulgę. Ktoś bowiem już wiedział, ale minie jeszcze sporo czasu zanim Dan i Jenny na nowo będą ze sobą rozmawiać o wszystkim. Mężczyzna nie był pewny czy siostra w lofcie zatrzymała się na stałe czy tylko na chwile. Nie chciał jednak jej dzisiaj wypytywać. Zrobi to jutro przy gofrach. O ile Jacob nie będzie smażył dla niej naleśników.

— Dan? — zatrzymał go głos siostry, a ten odwrócił się na pięcie w jej stronę i próbował uśmiechnął się życzliwie. Jenny sprawiała wrażenie zaintrygowanej. — Mogę cię jeszcze o coś zapytać?

— Jasne.

— Wróciłeś z powodu oferty pracy czy dla niej? — zadając to pytanie miała oczywiście na myśli legendarną w Nowym Jorku Queen B. Swego czasu Jenny oraz Blair miały tragiczne relacje. Teraz jednak wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Jak mogłoby wyglądać źle? W końcu pracują teraz razem i odnoszą sukcesy. Ta relacja zdecydowanie przekształciła się w coś dobrego, czego zapewne nikt jeszcze kilka lat temu się nie spodziewał.

— Z powodu pracy. To naprawdę świetna oferta Jenny. Porozmawiamy jutro, dobrze? Jestem zmęczony i chciałbym odpocząć.

Odrzekł i ponownie odwrócił się na pięcie mając nadzieję, że Jenny nie dostrzegła żadnej emocji na jego twarzy. Blondynka wzięła powietrze jakby chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Dan to zignorował i udawał, że nic takiego nie widzi. Chciał jak najszybciej zniknąć za drzwiami swojego pokoju. Miał wrażenie, że wszystko powiedział na jednym wydechu jakby uczył się wierszyka na pamięć. Nie był pewny, kogo chciał w tym momencie oszukać – siebie czy ją.