Nieznanej skali poruszenie, które towarzyszyło im od momentu, gdy opuścili zaciszną polanę pobliskiego parku, nie opuszczało ich przez całą drogę do domu. Trzymając się za ręce i czując wyraźny ciężar na palcu swojej lewej dłoni, dotarli do mieszkania w całkowicie nowym dla nich stanie świadomości. Emocje, które wypełniały ich rozemocjonowane umysły, nigdy wcześniej nie wpływały tak silnie na ich zachowanie, na postrzeganie rzeczywistości, postrzeganie otaczającego ich świata.
Ash odnosił wrażenie, że szczęście, które odczuwa jest nie do udźwignięcia w perspektywie pozostałego im czasu, że to niemożliwe, by jego organizm poradził sobie z jego rozmiarem i zwyczajnie przystosował się do nowych warunków. Z drugiej jednak strony był świadomy, że to minie, że ta paraliżująca wręcz euforia straci na sile, by pozwolić mu normalnie egzystować.
Niezależnie, a jednak w cudownej synchronizacji, umysł Eijiego zmagał się dokładnie z tym samym zagadnieniem. Nie tylko ich dłonie były złączone. Wrażenie jedności nie zatrzymało się na powierzchni ich skóry, wnikało głębiej, docierając do bijących w pięknej harmonii sercach.
Zamknąwszy za sobą drzwi, ich spojrzenia napotkały siebie, potęgując nieopisany chaos, który na krótką chwilę sparaliżował ich ciała. Wybudziwszy się niczym ze snu, jednocześnie poruszyli się, wypełniając sobą dzielącą ich przestrzeń. Dłonie zacisnęły się na okrywającym ich ciała ubraniu, a usta odnalazły siebie, stapiając się w jedno. Przeplatająca się myśl, że to nadal za daleko, pogłębiała ich niecierpliwe i odrobinę chaotyczne ruchy. Bluza Eijiego uderzyła bezgłośnie o ciemne kafelki, by po chwili ta Ash'a znalazła się tuż obok, jednoznacznie zwiastując ich kolejne kroki. Chłodna ściana, którą Ash poczuł na swojej skórze, gdy Eiji chwycił za brzeg jego koszulki i podciągnął nieznacznie do góry, wyostrzyła jego spojrzenie, pozwalając jeszcze wyraźniej dostrzec, napierającego na niego ciemnowłosego chłopaka. Miękkie włosy Eijiego łaskotały skórę jego szyi, gdy składając na jej powierzchni delikatne pocałunki, doprowadzał jego organizm do doskonale już mu znanych reakcji. Ash zamknął oczy, napawając się jego czułym dotykiem i powiódłszy dłońmi po jego plecach, wsunął palce pod cienką koszulkę. Chłodne opuszki palców w kontakcie z rozpaloną skórą Eijiego, wywołały na jej powierzchni delikatny dreszcz.
Eiji wyprostował się, spoglądając w przymrużone, szmaragdowe oczy, których widok jak zwykle doprowadzał jego serce do buntu i uniósłszy rękę, dotknął delikatnej skóry powiek, otulającej skryte pod nim czyste piękno. Zacisnąwszy usta, przyglądał się mu w skupieniu, pozwalając by pojedyncza łza spłynęła po jego policzku.
– Kocham cię – wyszeptał, nie przestając poruszać palcami – nie pamiętam już... jak wyglądało moje życie bez ciebie... Ash.
Ash otworzył powoli oczy, a gdy obraz twarzy Eijiego dotarł do jego zmysłów, jego własną również pokryły pierwsze ślady łez.
– Moje życie rozpoczęło się w dniu, w którym przekroczyłeś próg tamtego baru. Nie chcę pamiętać, co było wcześniej. Tylko życie z tobą wydaje się być prawdziwe.
– ...Kocham cię... – powiedział cicho Eiji, wtulając się w niego mocno – Ash... kocham cię – powtórzył raz jeszcze i odtwarzając te dwa słowa, niczym zapętlona płyta, jego cichy głos rozbrzmiał ponownie i ponownie... i ponownie.
– Eiji... ja ciebie też kocham – odezwał się, łamiącym się głosem, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej.
Trzymając go mocno w swoich ramionach, przez głowę przemknęło mu wspomnienie, gdy po raz pierwszy stanął przed drzwiami jego mieszkania. Pragnienie, by na nowo stać się częścią jego życia, by nigdy nie pozwolić mu odejść, pozostać z nim na zawsze, powróciło jeszcze silniejsze. Wspomnienie tamtej chwili było żywe, przerażająco prawdziwe. Jednak tym razem było inaczej, tym razem poczucie winy nie odbierało mu prawa, by czuć się szczęśliwym, by pozwolić sobie na życie u jego boku.
Odsunąwszy go delikatnie od siebie, powiódł kciukiem pod jego oczami, ścierając zabłąkane łzy i dostrzegłszy na swoim palcu obrączkę, poczuł w swoim wnętrzu przyjemne ciepło.
– My naprawdę... jesteśmy zaręczeni, Eiji – odezwał się cicho, starając się przyzwyczaić swój wzrok do tego widoku.
– Tak, jesteśmy – powiedział, uważnie przyglądając się jego twarzy.
Wzrok Ash'a powędrował do wpatrzonych w niego oczu Eijiego i opuściwszy dłonie, pochylił się, muskając ustami jego lekko rozchylone wargi.
– Może... opuścimy w końcu ten ciasny przedsionek i sprawdzimy, co takiego kryje nasza prowizoryczna piwniczka? – spytał Ash, wywołując na twarzy Eijiego delikatny uśmiech.
– Świetny pomysł.
Prowizoryczną piwniczką, o której wspomniał Ash, była po prostu drewniana skrzynia wciśnięta pomiędzy kanapę a ścianę, na której wieku leżał zazwyczaj bawełniany koc. Podniósłszy pokrywę, zajrzeli do środka, by jednocześnie sięgnąć po butelkę wykonaną z różowego szkła, z równie różową nakretką na jej szczycie.
– Nie chcę czekać, aż woda się zagotuje – odezwał się Ash, obserwując jak Eiji odstawia butelkę sake na stolik i rusza w stronę kuchni.
– Będzie na drugą – oznajmił Eiji, szczerząc się do niego.
– W zasadzie ta wyjątkowo dobrze smakuje na zimno – zauważył Ash, dołączając do Eijiego, by wyjąć z szafki dwie małe czarki.
– Też prawda, jak na razie jest moim faworytem – odparł Eiji, stawiając garnek z wodą na rozgrzanej płycie.
Ash odstawił naczynia na blat i zamknąwszy szafkę, stanął za Eijim, bez słowa wtulając się w jego plecy. Dłonie powędrowały na brzuch, a głowa znalazła oparcie na jego ramieniu. Twarz Eijiego zwróciła się w stronę Asha, napotykając wpatrzone w niego lśniące tęczówki, z których jednoznacznie mógł odczytać, towarzyszące mu emocje.
– W dalszym ciągu nie dowierzasz – stwierdził Eiji.
– Ty również.
– To się zapewne zmieni, gdy powiemy innym.
Ash spiął się mimowolnie, co niezwłocznie zarejestrował Eiji. Odwrócił się powoli w jego stronę i odczekawszy chwilę, zapytał:
– Co cię powstrzymuje?
– Nie rozumiem...?
– Czego się boisz, Ash? – sprecyzował Eiji.
– ...Wiem, że twoja mama i Fumi pragną twojego szczęścia, ale nie potrafię wyobrazić sobie ich reakcji na wiadomość, że to ze mną zwiążesz swoje życie... że zamiast synowej i potencjalnych wnuków jedyne, co możesz im zaoferować to ja.
Reakcja Eijiego wprowadziła Asha w swoiste zdezorientowanie. Śmiech był ostatnią potencjalną reakcją, której się spodziewał.
– To nie jest powód do śmiechu, Eiji.
– Wręcz przeciwnie. Śmiech jest jedyną odpowiednią reakcją na to, co powiedziałeś.
– Jestem innego zdania – mruknął pod nosem.
– Mama i Fumi już bez tego traktują cię jak członka rodziny – odparł Eiji, dotykając srebrnej obrączki na palcu Asha. – Fumi odzyskała brata, mama zaś syna, otrzymując w pakiecie drugiego.
– To co mówisz... to nie tak, że nie czuję się akceptowany – zaczął Ash, starając się przekazać sedno swoich wątpliwości. – Chodzi o to, że nie potrafię zignorować faktu, iż to przeze mnie omal cię nie straciły. Czasami... trudno mi zrozumieć, dlaczego mi wybaczyły.
Nie takiego zakończenia spodziewał się Eiji. Nie takich słów spodziewał się usłyszeć.
– Wybaczyły? – powtórzył Eiji, nie mając mimo wszystko pewności, czy właściwie go zrozumiał.
Milczenie Asha upewniło Eijiego, że zrozumiał go bardzo dobrze.
– Nie mają ci czego wybaczać. Nie miałeś wyboru, nie miałeś nawet na to większego wpływu. To nie wybaczenia powinieneś się spodziewać, a wdzięczności i ulgi, że przywróciłeś mnie mojej rodzinie... naszej rodzinie.
– Naprawdę tak myślisz?
– Tak.
– Skąd pewność, że poza tobą...
– Zaufaj mi. Mama i Fumi myślą dokładnie tak samo – zapewnił raz jeszcze, tym razem głośno i wyraźnie wypowiadając każde słowo.
Ash zapragnął uwierzyć, zaakceptować jedną z możliwości, którą z taką pewnością przedstawiał mu Eiji. To prawda, że nigdy podczas żadnej rozmowy nie odczuł negatywnych emocji z ich strony. Ich spojrzenia, gesty, reakcje nacechowane były dobrem, szczerością i nadzieją, że tak już pozostanie, że najbliższa im osoba jest i będzie szczęśliwa.
Obietnica, którą Ash złożył przed samym sobą, zapewnienie, że uczyni wszystko, by Eiji nie żałował swojej decyzji, by decyzja o wspólnym życiu nie okazała się błędem, przybrała nowe oblicze. Ten symboliczny przedmiot, który spoczywał na ich palcach przypieczętował jej treść, podkreślił jej słuszność i znaczenie.
– Ash? – usłyszał jego zdradzający zniecierpliwienie głos.
– Przepraszam, Eiji. Odpłynąłem na chwilę – przyznał z delikatnym uśmiechem na ustach. – To co? Zaczynamy? – zapytał, znacząco spoglądając w stronę kanapy i stolika, gdzie czekała na nich nieotwarta jeszcze butelka alkoholu.
Eiji zmrużył podejrzliwie oczy, ale słusznie podejrzewając, że podczas przeciągającej się wcześniej w czasie ciszy, Ash przeprowadził w swojej głowie dokładną analizę tego, co od niego usłyszał, postanowił nie podejmować już tego tematu.
– Eiji – zwrócił się do niego, gdy zajęli swoje wyznaczone już od bardzo dawna miejsca na niedużej, dwuosobowej kanapie.
Usiadłszy do niego bokiem, Ash podkurczył nogi i spojrzał na swoją lewą dłoń.
– Gdybym nie oświadczył ci się dzisiaj... – zawahał się, słysząc owe słowa wypowiadane przez niego na głos, coraz silniej uświadamiając sobie, że Eiji je usłyszał, że odpowiedział na nie, że je zaakceptował.
Podniósłszy na niego wzrok, po raz kolejny dzisiejszego wieczora zrozumiał, że to za wiele, by objąć umysłem skalę szczęścia, którego doświadcza.
– Tak? – odezwał się Eiji, przyglądając mu się uważnie, analizując każdy jego ruch i słowo.
– Gdybym tego nie zrobił, szansa na zostanie twoim narzeczonym nie byłaby zerowa, prawda?
– Oczywiście, że nie – zaśmiał się Eiji. – W przeciwnym wypadku, w jakim celu nosiłbym ją przez tyle czasu – powiedział, muskając palcem srebrną obrączkę na palcu Asha.
– Ile czasu? – zainteresował się, odpowiadając na jego subtelny dotyk.
– Fizycznie była ze mną tydzień.
– Istnieje jakaś inna opcja? Inna niż fizyczna?
– Pamiętasz dzień, w którym wróciliśmy z wakacji, naszą rozmowę w wannie?
Przez głowę Asha przewinęły się obrazy z tamtego wieczora. Każdy jeden był niezwykle żywy, wyraźny, zupełnie jakby miał miejsce wczoraj.
– Pamiętam – odpowiedział po niespełna chwili. – Chcesz powiedzieć, że właśnie to było twoim życzeniem?
– Tak.
– W takim razie znajdź kolejne. Obiecuję, że spełnię wszystkie – powiedział, przysuwając się bliżej, a gdy jego twarz znalazła się tuż przy Eijiego, poczuł na swoich ustach znajomy już kształt i smak.
Natychmiastowa reakcja Eijiego sprawiła, że dłonie Asha powędrowały do jego twarzy, tak by przyjemne ciepło jego policzków, wniknęło w palce i dotarło dalej, głębiej.
– Jakieś pomysły? – spytał cicho Ash, napawając się słodkim zapachem jego włosów.
– Może... – uśmiechnął się, wyginając lekko swoje ciało, w odpowiedzi na coraz śmielszy dotyk Asha.
– Podzielisz się nim ze mną? – cichy głos Asha rozległ się tuż przy jego ustach, a niezwykle wyraźne, skupione na nim spojrzenie potęgowało buzujące w nim emocje.
– Dobrze.
Równie cicha odpowiedź wypełniła pomieszczenie, docierając do Asha.
W tej samej chwili Eiji poruszył się, napierając na niespodziewającego się tego Asha i przycisnąwszy go do miękkiej tapicerki, poczuł pod sobą jego wyraźnie unoszącą się pierś. Rozbiegane spojrzenie jego oczu nie zdradzało żadnych oznak strachu, kryło w sobie ciekawość.
– Po raz kolejny Ash... moje życzenie dotyczy ciebie – odezwał się, wodząc palcami po jego twarzy. – W końcu wszystko sprowadza się do ciebie.
– Mogłeś prosić o wszystko – zaczął, wsuwając dłonie pod materiał jego koszulki – a zdecydowałeś się na mnie – zakończył, podążając opuszkami palców wzdłuż kręgosłupa.
Dociskając je coraz mocniej do powierzchni jego skóry, sprawił, że leżący na nim chłopak wydał z siebie cichy, niekontrolowany pomruk. Pobudzony reakcją Eijiego chwycił za brzeg jego koszulki i podciągnąwszy do góry, wypuścił z rąk cienki materiał. Gdy tylko bawełniana bariera wylądowała na drewnianych panelach, ta druga, otulająca ciało Asha dołączyła do pierwszej, pozwalając na bezpośredni, pozbawiony wszelkich przeszkód dotyk.
Kolejne elementy ubrania uderzały niemal bezgłośnie o podłogę, a gdy na ich ciałach nie pozostał już żaden ślad ich obecności, wrażenie bliskości osiągnęło kolejny poziom, dotarło niebezpiecznie blisko ostatecznej granicy.
– Eiji – wypowiedział szeptem jego imię.
Skupiwszy na nim całą swoją uwagę, Eiji uśmiechnął się, czekając na ciąg dalszy.
– Ja... – zaczął ostrożnie, z wahaniem.
Nagle, zupełnie niepotrzebnie, bez ostrzeżenia nawiedziła go przerażająca myśl, że to wszystko jest iluzją, że jego życie wygląda zupełnie inaczej, że teraźniejszość jest daleka od tego, co rozgrywa się tuż przed jego zaślepionymi oczami, że to co widzi nie istnieje.
Oplótłszy ramionami nagie ciało Eijiego, przycisnął go mocniej do siebie, potrzebując namacalnego dowodu, że to prawda.
– A-Ash...? – usłyszał jego zdezorientowany głos, odrobinę łamiący się przez pogłębiony kontakt ich nagich ciał.
Głos będący dowodem, że tu i teraz naprawdę istnieje, że tu i teraz istnieje dzięki niemu, dzięki Eijiemu.
– Pomóż mi uwierzyć... Eiji – odezwał się cicho, nie mając śmiałości odwrócić od niego wzroku.
Pochłonięty przez cudowną barwę jego oczu, Eiji po raz kolejny usłyszał jego cichy głos.
– Pomóż mi uwierzyć, że jesteś prawdziwy.
...
"Prawda ma charakter bezwzględny."
Kartezjusz
