Czarnowłosy chłopiec obudził się na dużym, wygodnym łóżku. Chwilę później w progu stanął nieznany mu mężczyzna.
- Witaj, Harry.
- gdzie ja... - wyszeptał zdezorientowany.
-to teraz nie istotne,ważne że zdążyłem cię uratować w ostatniej chwili. - Mężczyzna usiadł na skraju łóżka i delikatnie odgarnął ciemne kosmyki z czoła chłopca, skupiając wzrok na bliźnie w kształcie błyskawicy.
- Dlaczego? - zapytał cicho Harry.
- Jesteś dla mnie bardzo ważny, Harry.
- Skąd znasz moje imię? - jego głos drżał.
- To na razie nieistotne.
- A czy ja mogę poznać twoje?
- Oczywiście. Nazywam się Tom. Tom Riddle.
- Możesz mi powiedzieć... co tu robię?
- Wszystko w swoim czasie, najdroższy. - Tom pogładził jego policzek kciukiem, nie spuszczając z niego intensywnego spojrzenia. Harry spiął się pod tym dotykiem, ale nie wyczuwając w mężczyźnie wrogości, powoli się rozluźnił. Ciepło i dziwne poczucie bezpieczeństwa sprawiły, że jego powieki stały się ciężkie. Tom, dostrzegając to, uśmiechnął się łagodnie. - Śpij, mój maleńki. Śpij spokojnie.
Chłopiec jedynie ziewnął i natychmiast odpłynął w sen. Starszy siedział jeszcze chwilę, przyglądając się rozluźnionej twarzy śpiącego, po czym postanowił opuścić pokój. Rzucił cicho zaklęcie alarmujące - tak na wszelki wypadek.
~Lucjuszu, za dziesięć minut chcę widzieć ciebie wraz z rodziną w moim salonie~ - przekazał telepatycznie jednemu ze swoich najwierniejszych przyjaciół.
Tom spojrzał jeszcze na drzwi pokoju zielonookiego, przeczuwając, że ten jeszcze długo będzie spał. Uświadomiwszy sobie, że stoi bez ruchu na środku holu, wpatrując się w drzwi, poczuł się idiotycznie i postanowił zejść na parter do przestronnego salonu, gdzie czekała już na niego rodzina Malfoyów.
-Mój panie.
Powiedzieli Lucjusz i Narcyza w tym samym czasie kiwając głowami.
-Tom
-witaj Draco, Narcyzo, Lucjuszu.
-W jakiej sprawie nas wezwałeś?
-Znalazłem go
Powiedział szczerząc się czarny pan.
-Jak to ...
Zdziwił się Lucjusz
-Jak?
Zaciekawiła się narcyza
-Jak wygląda?
Tym razem to Draco zadał pytanie
- Normalnie Lucjuszu, był w niebezpieczeństwie i mogłem go wyczuć na szczęście był daleko od ludzi więc aportowałem się tam i zabrałem go tu Narcyzo, a co do twojego pytania Draco jest prześliczny.
- A jak zareagował, gdy się dowiedział?
- Jeszcze mu nie powiedziałem Lucjuszu był zbyt zmęczony obudził się tylko na niecałe dwadzieścia minut i znowu śpi.
-Ale to chyba dobrze, że śpi prawda?
-tak potrzebuje dużo odpoczynku.
-A więc mamy szykować pokój?
-Nie będzie dzielił sypialnie ze mną
-bez urazy, ale czy on się na to zgodzi w końcu się nie znacie.
-Spokojnie Narcyzo polubi mnie kiedy nie pozna.
-Wyśmienicie, kiedy ślub?- Spytała sarkastycznie piękna kobieta.
-powoli najpierw muszę mu wszystko wyjaśnić
- ...- jedyna dama w pomieszczeniu spojrzała na niego jak na idiote.
-Nie wyobrażasz sobie czasem za dużo?
Tom postanowił zignorować kobietę zwracająć się do draco.
-Draco nam do ciebie prośbę
-tak?
-Poszedł byś na pokątną po parę ubrań dla niego najlepiej jakieś koszulki, bluzy i spodnie no i oczywiście bielizna.
-To będzie dla mnie przyjemność
-Wyśmienicie. Weź wszystkie tak aby pasowały na ciebie potem je trochę zmniejsze. a teraz przepraszam, ale czuje, że zaraz się obudzi a wole być wtedy przy nim.
-oczywiście dowidzenia Tom
-Ta dziękuje
Riddle ruszył w stronę pokoju chłopca zaklęcie mówiło mu że powoli się budzi .
- Mój panie - powiedzieli jednocześnie Lucjusz i Narcyza, lekko kiwając głowami.
- Tom -dodał Draco
- Witaj, Draco, Narcyzo, Lucjuszu - dodał, spoglądając na każdego z nich.
- W jakiej sprawie nas wezwałeś? - zapytał z niepokojem Lucjusz.
- Znalazłem go - oznajmił Tom z szerokim uśmiechem.
- Jak to...? - zdziwił się Lucjusz, marszcząc brwi.
- Jak? - zaciekawiła się Narcyza, pochylając lekko głowę.
- A jak wygląda? - tym razem pytanie zadał Draco, przyglądając się Tomowi z ciekawością.
- Normalnie, Lucjuszu. Był w niebezpieczeństwie i mogłem go wyczuć. Na szczęście był daleko od ludzi, więc aportowałem się tam i zabrałem go tu, Narcyzo. A co do twojego pytania, Draco... jest prześliczny - odpowiedział Tom z dziwnym błyskiem w oku.
- A jak zareagował, gdy się dowiedział? - dopytywał Lucjusz.
- Jeszcze mu nie powiedziałem, Lucjuszu. Był zbyt zmęczony. Obudził się tylko na niecałe dwadzieścia minut i znów śpi.
- Ale to chyba dobrze, że śpi, prawda? - wtrąciła Narcyza.
- Tak, potrzebuje dużo odpoczynku - potwierdził Tom.
- A więc mamy szykować dla niego pokój? - zasugerował Lucjusz.
- Nie. Będzie dzielił sypialnię ze mną - odparł stanowczo Tom.
- Bez urazy, Tom, ale czy on się na to zgodzi? W końcu się nie znacie - zapytała ostrożnie Narcyza.
- Spokojnie, Narcyzo. Polubi mnie, kiedy mnie pozna - odparł z pewnością siebie Riddle.
- Wyśmienicie, kiedy ślub? - spytała z sarkazmem Narcyza, unosząc brew.
- Powoli. Najpierw muszę mu wszystko wyjaśnić - odparł Tom, unikając jej wzroku.
Narcyza wymieniła z Lucjuszem znaczące spojrzenie, po czym jedyna dama w pomieszczeniu zmierzyła Toma wzrokiem, jakby ten postradał zmysły.
- Nie wyobrażasz sobie czasem zbyt wiele? - zapytała z niedowierzaniem.
Tom zignorował jej uwagę i zwrócił się do Draco.
- Draco, mam do ciebie prośbę.
- Tak? - odparł młody Malfoy, wyczekując.
- Poszedłbyś na Pokątną po kilka ubrań dla niego? Najlepiej jakieś wygodne koszulki, bluzy i spodnie. No i oczywiście bieliznę.
- To będzie dla mnie przyjemność - odparł Draco z lekkim uśmiechem.
- Wyśmienicie. Weź takie, które pasują na ciebie, potem je trochę zmniejszę. A teraz przepraszam was, ale czuję, że zaraz się obudzi i wolę być wtedy przy nim.
- Oczywiście, dowidzenia, Tom - pożegnał się Draco.
- Tak, dziękuję - odparł krótko Riddle, już myślami będąc przy Harrym.
Riddle ruszył w stronę pokoju chłopca. Intuicja podpowiadała mu, że zielonooki powoli się budzi.
Zatrzymał się przed drzwiami sypialni.
- Zgredku!
- Sir wzywał Zgredka? - rozległ się piskliwy głos.
- Tak. Przyszykuj lekkie śniadanie, herbatę i sok pomarańczowy dla dwóch osób.
- Tak jest, sir!
Skrzat zniknął z cichym trzaskiem. Tom nie wiedział skąd, ale przeczuwał, że Harry bardzo lubi sok pomarańczowy. Po cichu wszedł do pomieszczenia i usiadł z powrotem na łóżku, tuż obok śpiącego. Delikatnie pogładził jego zwykle rozczochrane włosy. Nie minęła nawet minuta, a brunet otworzył swoje jadowicie zielone oczy.
- Hej, maleńki - szepnął Tom.
- ...
- Wyspałeś się?
- Mhm - mruknął Harry.
Chwilę później z cichym puk pojawił się skrzat domowy, niosąc tacę z jedzeniem i piciem. Harry spiął się, widząc to nieznane mu stworzenie, które pojawiło się znikąd. Tom odebrał od skrzata posiłek: jajecznicę na bekonie, talerz kanapek, imbryk i dwie filiżanki herbaty, dzbanek soku pomarańczowego oraz dwa komplety sztućców i szklanek.
- Wspaniale, Zgredku, możesz już odejść.
- Tak jest, sir! - skrzat ukłonił się i zniknął tak szybko, jak się pojawił.
- Co to było? - zapytał cicho Harry, wciąż oszołomiony.
- Skrzat domowy. Potem ci wyjaśnię. Teraz jedzmy.
- ...
- Co chciałbyś zjeść? Jajecznicę czy kanapki?
- Nie jestem głodny - odparł Harry, spoglądając na jedzenie bez entuzjazmu.
Tom zmarszczył lekko brwi, zaskoczony odpowiedzią chłopca. Spodziewał się, że po przebudzeniu Harry będzie wygłodniały. Przyjrzał mu się uważniej - blada cera, cienie pod oczami... zrozumiał.
- Rozumiem. Pewnie jesteś jeszcze trochę roztrzęsiony po tym wszystkim. Ale może chociaż napijesz się soku? - jego głos stał się łagodniejszy, niemal kojący.
Harry spojrzał na dzbanek z pomarańczowym płynem. Rzeczywiście, sok wyglądał kusząco. Ostrożnie skinął głową.
- Dobrze... tylko trochę.
Tom uśmiechnął się lekko, zadowolony z małego zwycięstwa. Nalał świeżego soku do szklanki i podał ją Harry'emu. Chłopiec wziął ostrożny łyk, a jego oczy lekko się rozszerzyły.
- Mmm... pyszny - wymruczał cicho, po czym wypił kolejny, nieco większy łyk.
Tom obserwował go z satysfakcją. Krok po kroku, pomyślał, zdobędę jego zaufanie.
- Może jednak skusisz się na kawałek kanapki? Są z serem i szynką? - dodał cicho, starając się nie wywierać presji.
Harry spojrzał na talerz. Rzeczywiście, wyglądały apetycznie. Jego żołądek cicho zaprotestował.
- Dobrze... jedną - zgodził się niepewnie, wyciągając rękę po kanapkę.
Tom podał mu kanapkę i z zadowoleniem obserwował, jak Harry powoli zjada pierwszy kęs.
- Opowiesz mi teraz... co to było? - zapytał Harry po chwili, wskazując na miejsce, gdzie przed momentem stał skrzat. Jego głos był cichy, ale ciekawość przezwyciężyła niepewność.
Tom odetchnął. To był dobry moment, by zacząć wprowadzać Harry'ego w swój świat.
- To był Zgredek. Skrzat domowy. To magiczne stworzenia, które służą czarodziejskim domom...
Chłopiec uniósł wzrok, przyglądając się twarzy mężczyzny z pytaniem malującym się w jego zielonych oczach. Dopiero teraz zdobył się na odwagę, by uważniej mu się przyjrzeć. Mężczyzna miał krótkie, czarne włosy, które w przeciwieństwie do jego własnych były starannie ułożone i nie sterczały na wszystkie strony. Jego oczy płonęły intensywną czerwienią, co mocno zdziwiło Harrego - nigdy wcześniej nie widział takiego koloru. Rysy jego twarzy były nieco ostre, nos mały, lecz proporcjonalny, a usta piękne, pełne i lekko zaróżowione. W przeciwieństwie do mnie, jest naprawdę przystojny - przemknęło mu przez myśl.
- Jaki nosisz rozmiar? - zapytał nagle Tom, przerywając ciszę.
- C-co? - wyjąkał zaskoczony Harry.
- Rozmiar ubrań, kochany - wyjaśnił łagodnie Riddle.
- J-ja...? - niepewnie powtórzył chłopiec, czując, jak jego policzki pokrywają się rumieńcem.
- Tak, ty, słońce - potwierdził Tom ciepło.
Zielonooki odwrócił zawstydzoną twarz.
- Ja... nie wiem.
- Jak to nie wiesz? - zdziwił się Tom.
- Zawsze nosiłem ubrania po kuzynie... - wyjaśnił cicho Harry.
- Hmm... - mruknął zamyślony Riddle. Nagle na jego twarzy pojawił się przebłysk. Wyciągnął z kieszeni różdżkę, skierował ją na Harrego i wyszeptał ciche zaklęcie. W jego umyśle pojawiły się dokładne wymiary chłopca, które natychmiast przekazał Draconowi za pomocą myśli.
- Co to za patyk? - zapytał z ciekawością Harry, patrząc na różdżkę w dłoni Toma.
- To moja różdżka, skarbie - odpowiedział Tom z łagodnym uśmiechem.
- Dlaczego ciągle mówisz do mnie zdrobnieniami? Tylko raz użyłeś mojego imienia - zapytał w końcu Harry, czując narastającą irytację.
- Przeszkadza ci to? - odparł Tom, unosząc lekko brew.
- Trochę - przyznał cicho Harry.
- Dobrze - powiedział krótko Riddle, jakby notując tę informację. - A wracając do twojego pytania... muszę ci coś wyjaśnić.
Harry milczał, wpatrując się w Toma z niepewnością.
- A więc... na świecie istnieje wiele różnych istot. Na przykład wampiry, wilkołaki, wille i... czarodzieje...
- Czarodzieje? - powtórzył Harry z niedowierzaniem.
- Tak, czarodzieje. Pytałeś, dlaczego tu jesteś. Widzisz, niektórzy bardzo potężni czarodzieje mają swoje bratnie dusze...
Może i ten facet jest przystojny, ale gada takie bzdury, że dawno powinien być zamknięty w psychiatryku - pomyślał z rosnącym niepokojem Harry.
- Widzisz, Harry, ty jesteś moją bratnią duszą. Kiedy się urodziłeś, twoi rodzice zgodzili się na nasz ślub w twoje szesnaste urodziny.
- Ale ja kończe szesnaście lat za dwa miesiące! - wykrzyknął Harry, czując, jak ogarnia go panika.
- Wiem, skarbie. Szukałem cię tak długo... a teraz w końcu cię znalazłem i obiecuję, że zaopiekuję się tobą najlepiej, jak potrafię. Już nigdy nie wrócisz do wujostwa.
- Dlaczego miałbyś to robić? - zapytał Harry, próbując zrozumieć logikę tego szaleństwa.
- Bo od kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem, na tej chuśtawce ledwo żywego chciałem tylko cię uratować wiedziałem, że nic innego się dla mnie nie liczy. Jesteś dla mnie wszystkim - wyznał Tom z intensywnością w głosie.
- Czemu mam ci wierzyć? - spytał Harry, czując narastającą rozpacz.
- Nie czujesz się przy mnie... inaczej niż przy innych ludziach? - zapytał cicho Tom, wpatrując się w jego oczy.Harry wpatrywał się w Toma z otwartymi ustami, jego zielone oczy szeroko rozwarte z niedowierzania. W jego głowie panowała pustka, a po plecach przebiegł lodowaty dreszcz. Słowa Toma - o bratniej duszy, o planowanym ślubie - brzmiały jak jakiś makabryczny żart, coś tak absurdalnego, że jego umysł nie potrafił tego przetworzyć. Milczał, sparaliżowany szokiem, niezdolny do wydobycia z siebie choćby słowa.
Tom, widząc jego osłupienie, westchnął cicho i delikatnie wyciągnął rękę.
- Spokojnie, Harry... proszę - powiedział łagodnym, kojącym głosem, próbując dotknąć jego ramienia. Chłopiec drgnął na ten dotyk, ale nie odsunął się. Tom poczuł, jak jego dłoń lekko drży pod cienką tkaniną koszulki Harrego.
- Wiem, że to brzmi... niewiarygodnie - kontynuował Tom, starając się mówić powoli i spokojnie. - Ale to prawda. Twoi rodzice... oni wiedzieli, kim jesteś, Harry. Wiedzieli o naszym... połączeniu. To nie była ich zła wola, uwierz mi. Oni chcieli dla ciebie jak najlepiej.
Tom cofnął dłoń, dając Harry'emu przestrzeń. Patrzył na niego z wyczekiwaniem, jego czerwone oczy pełne... czego? Troski? Może nawet czegoś, co przypominało smutek.
- To... to nie może być prawda - wyszeptał w końcu Harry, jego głos był ledwo słyszalny, jakby dochodził z bardzo daleka. - Ja... ja ich nie pamiętam. Nic z tego nie pamiętam.
- Wiem, skarbie. Wiem, że to dla ciebie szok. Ale z czasem... zrozumiesz. Pozwól mi ci wszystko wyjaśnić. Krok po kroku. Nie musisz mi teraz wierzyć. Ale proszę... daj mi szansę, by ci to pokazać. Byś sam poczuł, że to, co mówię, jest prawdą.
Tom zbliżył się o krok, ale zatrzymał się, respektując przestrzeń Harrego. Jego spojrzenie było intensywne, niemal hipnotyzujące.
- Czujesz coś, Harry? Kiedy na ciebie patrzę... czy nie ma w tobie... czegoś innego? Czegoś, czego nie czujesz przy innych?
Harry zmarszczył brwi, próbując skupić myśli. Rzeczywiście... było coś w tym mężczyźnie, coś w jego spojrzeniu, co sprawiało, że czuł się... inaczej. Nie potrafił tego nazwać, ale było to coś silniejszego niż zwykła obecność obcego człowieka. Coś... przyciągającego i jednocześnie niepokojącego.
- Ja... nie wiem - przyznał cicho, spuszczając wzrok.
- W porządku - powiedział Tom, a w jego głosie zabrzmiała ulga. - Nie musisz wiedzieć teraz. Ale będziesz wiedział. Zaufaj mi, Harry. Proszę.
W tej chwili do pokoju wparował młody Malfoy.
- Jestem! - zawołał radośnie, stawiając na podłodze chyba z dziesięć toreb wypchanych ubraniami i bielizną. - Genialnie! Pomyślałem nawet o butach i dodatkach.
- Tom? Kto to? - zapytał Harry, z ciekawością spoglądając na blondwłosego chłopaka.
- To Draco - odparł krótko Riddle. - Draco, to jest Harry.
- Masz wszystko, o co prosiłem? - upewnił się Tom.
- Tak, i jeszcze kilka drobiazgów - odparł z uśmiechem Malfoy, również przyglądając się Harry'emu z zainteresowaniem.
- Wspaniale. Połóż je i możesz iść.
- A mogę z nim zamienić choć słowo? - zapytał Draco, wskazując na Harrego.
- Jeszcze nie. Idź już - odparł stanowczo Tom.
- Okej, okej - mruknął Draco, posłusznie odkładając torby trzymane w rękach i machnięciem różdżki przywołując te z korytarza. Po czym szybko wyszedł.
- Już poszedł - powiedział Tom, wracając spojrzeniem do Harrego. - Chodź, pójdziemy się wykąpać i przebrać w coś wygodnego. Pokażę ci dom, a potem... obejrzysz naszą sypialnię, dobrze?
Harry wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał ten dziwny, blondwłosy chłopak. Jego umysł wciąż przetwarzał lawinę szokujących informacji, które mu zaserwował Tom. Kąpiel, przebieranie, zwiedzanie domu... to wszystko wydawało się surrealistyczne i odległe.
- Dobrze...? - powtórzył cicho Harry, a w jego głosie słychać było wyraźną niepewność. Unikał wzroku Toma, czując narastający niepokój. Naszą sypialnię? Co on sobie wyobraża? - pomyślał z niechęcią.
