Harry, delikatnie pociągnięty za rękę, znalazł się w przestronnym salonie. Niepewnie rozejrzał się, unikając wzrokiem obcych twarzy. Ściany pomieszczenia wyłożone były szarym kamieniem, a miejscami wisiały na nich zielone proporce z wizerunkiem stylizowanego węża – Harry domyślił się, że to jakiś magiczny symbol. W centrum salonu stały dwie wygodne kanapy i cztery fotele ustawione wokół niskiego, szerokiego stołu, idealnego do korzystania siedząc na fotelu. Naprzeciwko nich wznosił się potężny kominek, na którego półce leżały różnorodne książki i ozdobne drobiazgi. Po prawej stronie znajdowały się cztery wysokie okna, przez które wpadał widok na fragment ogrodu – Harry zdołał już zauważyć, że był równie piękny, jak opisywał go Tom. Przeciwległą ścianę zajmowała imponująca biblioteczka, sięgająca od podłogi aż po sufit i szczelnie wypełniona książkami. Z tej odległości Harry nie mógł rozróżnić tytułów, ale bez wątpienia były to stare i opasłe tomy.

W końcu Harry zebrał się na odwagę i spojrzał na trójkę stojących osób. Najwyższy z nich, mężczyzna o długich, platynowych włosach opadających niemal do połowy pleców, emanował dostojeństwem. Był niezwykle wysoki, o wyrazistych, arystokratycznych rysach twarzy. Jego wytworny strój – coś w rodzaju czarnego, idealnie skrojonego fraka z subtelnymi zdobieniami – sprawiał wrażenie niezwykle drogiego. W lewej dłoni trzymał długą, elegancką laskę zakończoną rzeźbą głowy węża, którą gładził kciukiem. Stojąca obok niego kobieta była o głowę niższa, olśniewająco piękna, z długimi, kruczoczarnymi włosami z pasemkami bieli, upiętymi w elegancki kok. Jej suknia w odcieniu głębokiej zieleni, o kroju przypominającym te z ilustracji w książkach, sprawiała, że wyglądała jak księżniczka. Obok kobiety stał chłopak, ten sam, który wcześniej odwiedził go w pokoju z naręczem toreb. To musiał być Draco. Uderzająco przypominał wspomnianego mężczyznę, zapewne był jego synem.

– Mój drogi, poznaj Lucjusza Malfoya – powiedział Tom. Mężczyzna skinął Harry'emu głową. – Jego żona, Narcyza Malfoy – kobieta uśmiechnęła się do Harrego ciepło. – Oraz ich syn, Draco Malfoy.

Harry stał lekko zawstydzony, nie wiedząc, co powinien zrobić lub powiedzieć.

– Moi drodzy, poznajcie Harrego Pottera. Bądźcie mili i wyrozumiali – zwrócił się Tom do Malfoyów. – Chodź, Harry, usiądziemy. Napijesz się herbaty albo soku pomarańczowego? Widziałem, że bardzo ci smakował.

Zarumieniony Harry pozwolił się poprowadzić do kanapy i usiadł obok Toma. Wciąż czując się nieswojo w obecności obcych, przysunął się tak blisko, że ich uda niemal się stykały. Zawstydzony i lekko przestraszony, wyszeptał Tomowi do ucha: – Myślę, że sok będzie okej.

Rodzina Malfoy zajęła miejsca na kanapach naprzeciwko Toma i Harrego. Przyglądali się chłopcu z wyraźnym zainteresowaniem. Harry wtulił się w bok Toma, szukając u niego oparcia i ukojenia w obliczu swojego lęku, co zdawało się sprawiać Tomowi pewną satysfakcję.

– Zgredku! – zawołał Tom w przestrzeń. Po chwili z cichym trzaskiem pojawił się skrzat domowy.

– Czego Zgredek może życzyć panu? – spytał skrzat, kłaniając się nisko.

– Przynieś nam dzbanek herbaty, filiżanki oraz dzbanek soku pomarańczowego i szklankę – odparł Tom, po czym dodał po chwili namysłu: – I galaretkę owocową dla Harrego. Draco, a ty chciałbyś?

Draco, obserwując lekko przygarbioną sylwetkę Harrego, postanowił dodać mu otuchy. Pomyślał, że chłopiec mógłby czuć się mniej nieswojo, mając kogoś do towarzystwa przy deserze. – Z przyjemnością poproszę galaretkę ze świeżymi owocami i bitą śmietaną. Myślę, że Harry'emu też posmakuje.

– Słyszałeś, Zgredku? – rzucił Tom.

– Zgredek zaraz wszystko przyniesie! – skrzeknął skrzat i zniknął, by po kilku minutach powrócić z tacą, na której stał imbryk z herbatą, dzbanek z sokiem pomarańczowym oraz dwa pucharki z galaretką, owocami i bitą śmietaną. Tom odebrał tacę od skrzata, postawił ją na stole i podał Harry'emu szklankę soku, a pozostałym gościom filiżanki herbaty. Z zadowoleniem obserwował, jak Draco bierze jeden z pucharków z galaretką i podaje drugi Harry'emu, siadając w odległości około metra od chłopca, chcąc okazać mu sympatię, ale go nie przestraszyć.

– Więc bardzo miło mi cię poznać. Nawet nie wiesz, jak długo ten tutaj cię szukał! – powiedział Draco ze śmiechem, wskazując na Toma. Harry lekko spiął się na te słowa, ale poczuwszy dłoń Toma delikatnie gładzącą jego kolano, uspokoił się i nieśmiało uśmiechnął do Draco, powoli nabierając na łyżeczkę pierwszy kęs deseru. Czuł się jednak nieswojo pod intensywnym spojrzeniem dorosłych, którzy zdawali się wyczekiwać każdego jego ruchu i słowa. To go ogromnie stresowało. Widząc jego zawstydzenie i zdenerwowanie, Tom potajemnie rzucił na Harrego i Draco zaklęcie prywatności, tak aby chłopcy mogli spróbować się zaprzyjaźnić, nie zwracając uwagi na starszych. Narcyza, dostrzegając subtelne działanie zaklęcia, postanowiła dać im trochę przestrzeni i jako pierwsza odsunęła się lekko na kanapie.

– Jest naprawdę uroczy, ale obawiam się, że jego stan zdrowia nie jest najlepszy – szepnęła Narcyza z troską w głosie.

– Tak, masz rację – odparł Tom cicho. – Zauważyłem ślady bicia i zaniedbania. Nie mówiłem wam o tym wcześniej, ale kiedy go znalazłem… próbował odebrać sobie życie.

Lucjusz i Narcyza wymienili zszokowane spojrzenia. – Jak to możliwe? Miał być bezpieczny z rodziną Lily… Myślisz, że go porzucili i trafił do okropnych ludzi? – zapytał Lucjusz z niedowierzaniem.

– Obawiam się, że to oni mu to zrobili – odparł Tom z gniewem w głosie. – Ale spokojnie, nie musicie się martwić. Zajmę się wszystkim i dopilnuję, żeby nikt nigdy więcej go nie skrzywdził.

– A co z Dumbledore'em? Kiedy dowie się, że chłopca nie ma u krewnych, to ty będziesz pierwszym podejrzanym. Najpewniej będzie chciał go zabrać i zrobić z niego broń, która będzie mu wiernie służyć.

– Jeśli sam go wcześniej nie zabije, rozpuszczając plotki, że Harry jest potworem, który chciał ich zniszczyć – wtrącił z goryczą Lucjusz, kątem oka spoglądając na dwóch chłopców. Zauważył, że czarnowłosy lekko się rozchmurzył i od czasu do czasu potakuje na to, co mówi Draco. Narcyza również zerknęła na chłopców i, widząc, że są bezpieczni i zajęci rozmową, postanowiła im nie przeszkadzać.

– Kiedy zamierzasz mu powiedzieć, że jest w niebezpieczeństwie i tylko ty możesz go ochronić? – zapytała zmartwiona Narcyza, bojąc się reakcji chłopca na taką wiadomość.

Tom zdenerwowany wykrzywił twarz w grymasie. – Myślę, że kiedy bardziej mi zaufa, to powiem mu wszystko. Na razie nie chcę, żeby się czegokolwiek bał. Najpierw musi dojść do siebie, a potem zajmiemy się sprawami tego starego dziada. – Chwycił filiżankę i wypił spory łyk herbaty.

Cisza, która zapadła po słowach Toma, była gęsta od niewypowiedzianych obaw i planów. Narcyza i Lucjusz wymienili porozumiewawcze spojrzenia, dyskretnie obserwując Harrego i Draco, których otaczała teraz niemal namacalna aura prywatności. Widzieli, jak Draco z entuzjazmem opowiada coś, gestykulując rękami, a Harry, początkowo spięty, z czasem rozluźnia się i nawet uśmiecha się nieśmiało.

– Wygląda na to, że się dogadują – szepnęła z ulgą Narcyza, zerkając na Toma.

Tom skinął głową, ale jego oczy wciąż były pełne zamyślenia. – To dobrze. Harry potrzebuje przyjaciela. Ale to nie zmienia faktu, że musimy działać szybko. Dumbledore nie będzie czekał wiecznie.

Lucjusz oparł się wygodnie na kanapie. – Masz już jakiś plan? Wiesz, jak zamierzasz mu powiedzieć o niebezpieczeństwie i o tym, kim naprawdę jest? To nie będzie łatwa rozmowa.

Tom westchnął cicho. – Jeszcze nie mam konkretnego planu. Muszę wyczuć odpowiedni moment. Teraz jest zbyt kruchy. Najważniejsze, żeby poczuł się tu bezpiecznie i zaufał mi. Potem… potem znajdziemy sposób. Ale jedno jest pewne – nie pozwolę, by ten stary manipulant zbliżył się do niego.