CYTATY :
Hans Christian Andersen
Jednak smutek jest gościem, którego niełatwo się pozbyć
Cassandra Clare
Mówią, że czas leczy rany, ale to nie oznacza, że znika przyczyna smutku.
Elizabeth Wurtzel
Pragnienie zanegowania depresji własnej i cudzej jest w naszym społeczeństwie tak silne, że wielu ludzi uzna, że masz problem dopiero w chwili, gdy fruniesz z okna dziesiątego piętra.
DOMINIKA :
W nocy nie mogłam spać.Cały czas myślałam co będzie z nami. Mam na myśli Ja i Arek. Chce dla niego jak najlepiej a on tego nie że źle się wyraziłam . Nie chce tego widzieć że chce pomóc. Nie mogę żyć tylko naszym zwią kiedy byłam zajęta przeglądaniem dokumentów pacjentów gdy nagle podchodzi do mnie Bartek. Mój Ex. Rzadko mamy okazje pogadać.
-Cześć. Dawno Ciebie nie widziałem w jednym miejscu? Jak dyżur?
-Hej jak zwykle intensywnie .A u Ciebie?
-Wiesz jak ,OIOM - ciągle coś. Dominika wiem że już nie jesteśmy razem od dłuższego czasu ale zastanawiam się co u Ciebie?
-U mnie ? Jakoś nie będę cię zanudzać szczegółami.
-A jak tam Arek? Widzę że nadal jesteście razem.
-Między nami jest ok .
Skłamałam. Nie chciałam przyznać Bartkowi że między nami się psuje.
-A ty z kimś się spotykasz?
-Wiesz co...na razie nie jest to moja dziewczyna ale randkujemy. Renata ma na imię.
-To dobrze Bartek. Zasługujesz na szczęście.
-Dzię dobrze cię widzieć. Nie powiem że tęsknie za Tobą.
-Wiem ,ja za Tobą też ale teraz układam sobie życie z kimś innym.
-Czasami się zastanawiam jakby wyglądało nasze dalsze życie.
-Było minęło. Teraz każdy z nas ma swoje życie.
-Dokładnie. Powodzenia Dominika - poklepał mnie po ramieniu mój były. Wrócił do swoich pacjentów. On spotyka się z inną kobietą. Nie zatrzymał się na singielstwie. Poczułam zazdrość której nie powinno być. Jak tylko zobaczę się z Arkiem to sobie porozmawiamy. Muszę wiedzieć co dalej.
MARLENA :
Cześć nazywam się Marlena Książek .Jestem pediatrą.Tutaj piszą moi bliscy koledzy z pracy ,więc pomyślałam że też będę tutaj pisać. Opowiem wam wydarzenie które raz na zawsze zapadnie w mej pamięci. Pacjent który chce się zastrzelić na oczach szpitala...Tego widoku się nie wydawał się miłym i spokojnym nastolatkiem. Chętnie dyskutował z innymi lekarzami. Konrad ma wadę serca , na dodatek choruje na depresję. Nie dawno wrócił z jak się dzisiaj czuje.
-Witaj Konradzie jak się czujesz?
-Dzień dobry pani doktor. Bardzo dobrze.
-Bardzo się cieszę ale to jeszcze nie pora na wyjście do domu.
-Szkoda bo wolałbym być już w domu.
-Konrad,musisz jeszcze tutaj zostać ,nie możesz wyjść ze szpitala.
-Ale ja mam dość.Tutaj nie ma gier komputerowych.
-No w szpitalu nie mamy gier komputerowych,ale jak chcesz coś sobie porysować to mamy świetlicę.
-Ale ja nie chce. Ja chce pograć normalnie w grę.
-Na świetlicy są puzzle,są też gry planszowe.
dziękuję.
W rozmowie z rodzicami dowiedziałam się że Konrad jest uzależniony od gier komputerowych. Dlatego nie dają mu laptopa do szpitala. Chwilę jeszcze pogadałam z nim ale on podczas wyjściówki zabrał broń swojego ojca ,który jest policjantem. Później co się wydarzyło to zatrzasnęło całym szpitalem.
EWELINA :
Jak sobie teraz radzę po rozstaniu? Raz jest dobrze,a raz kiepsko. Leczę się z miłości która mi służyła a potem pokazała swoje prawdziwe oblicza. Staram się o nim nie myśleć. Gdyby to było takie proste wyrzucić go z głowy jak jego z kontaktów? Niestety nie da się. To kolejne moje rozstanie. Przeżyłam rozstanie z Robertem to i przeżyje coraz częściej mnie adoruje,przyciąga i zaprasza na wspólne wyjście. Jak się dowie że znów jestem wolna nie będzie chciał odpuścić. Teraz rozdaje dzieciom leki. Dzwoni mi telefon. Mam nadzieję że to nie on (Igor) bo zaczynam się go bać. Okazało się że to był Borys.
-Tak Borys?
-Ewelina mogłabyś za godzinkę u mnie się stawić w gabinecie?
-Oczywiście że tak.
Zgodziłam się. Tylko rozdam leki dla pacjentów ,pogadam z nim. Kiedy rozdałam leki dzieciom na oddziale udałam się do jego na mój widok się uśmiechnął.
-No hej,jestem. - weszłam do jego gabinetu zamykając drzwi za sobą.
-Cześć. Profesor Kochański się już wybudził. Wiesz o tym?
-Tak,wiem.. - usiadłam naprzeciwko niego.
-Borys o co chodzi? Czemu mnie wezwałeś?
Borys wziął głęboki oddech ,jakby zbierał się na odwagę.
-Ewelina ja nie mogę tego dłużej ukrywać.
-No mów o co ci chodzi?
-No dobra powiem dłuższego czasu chcę ci to powiedzieć ale jakoś nigdy nie miałem na to czuję że muszę to zrobić. - podszedł do mnie bliżej i uklęknął.
-Kocham Cię.
Poczułam jak mi serce szaleje. Z jednej strony byłam szczęśliwa ale z drugiej? Nie chciałam od razu wchodzić w kolejną relację.
-Borys ja ... - chciałam coś powiedzieć ale mi przerwał.
-Wiem. To jest dla Ciebie zaskoczenie ale ja naprawdę Ciebie Kocham. Wiem też co przeszłaś z Igorem.
-Borys ja Ciebie też kocham. Ale to nie jest takie proste. - powiedziałam.
-Nie wiem czy jestem gotowa na związek po tym wszystkim co przeszłam. - dodałam.
Borys nachylił się lekko do przodu ,patrząc na mnie z troską.
-Ewelina ja wiem że się boisz. Ale ja nie jestem Igor. Nie będę Cię ignorował ,nie będę Cię zawodził.Chcę być dla Ciebie kimś ważnym. - położył swoje dłonie na moich dłoniach.
-Przepraszam ale ja naprawdę nie potrafię..
-Nie musisz wiedzieć od sobie czas .Ja proszę,nie odpychaj mnie tylko dlatego że się boisz.
Przez chwilę byłam wpatrzona w kalendarz który wisiał na ścianie. Potem spojrzałam na niego.
-Dzię jest cierpliwy .
On się do mnie ciepło uśmiechnął.
-Zawsze możesz na mnie liczyć. Obiecuję.
Kiwnęłam głową. Przez chwilę milczałam a on przybliżył się do mnie i mnie przytulił.Może z czasem uda mi się zyskać zaufanie do Borysa i zostaniemy parą.
DOMINIKA :
W końcu trafiłam na Arka. Musiałam z nim porozmawiać. Myślałam że wszystko sobie wyjaśnimy na spokojnie ale atmosfera była dość napięta. Ten temat był dla niego nie wygodny.
-Arek musisz mi to wszystko wyjaśnić. Nie możemy tak dłużej funkcjonować .Musisz zrozumieć że martwię się o Ciebie .Te suplementy i Twoje wybuchy...to nie jest normalne .
-Znowu zaczynasz? Ile można? Ciągle to samo. Moje życie ,moje decyzje. Proste.
-Arek bo ja Cię ę że coś jest nie chce kłótni,porozmawiajmy proszę.
-Chcesz porozmawiać? O czym? - odtrącał mnie od siebie.
-Arek poczekaj. - próbowałam go powstrzymać.
-Co chcesz?
-Arek ja..
-Przestań mnie w końcu pouczać. Nie jestem już dzieckiem! Mam dosyć rozumiesz!
Podchodzi do mnie bliżej gestykuluje ,aż w końcu unosi rękę w gniewie.
-Arek co ty robisz?
Teraz to już naprawdę byłam przerażona. On chciał mnie uderzyć!
-Dominika sorry ja nie chciałem..
-Podniosłeś na mnie rękę. Nie wiem kim się ale to już za dużo.
-To nie byłem ja. - szeptał.
-A kto?
-Dominika ja po prostu się wkurzyłem .Przepraszam.
Ruszyłam w swoim kierunku,nie chciałam go więcej słuchać.Dobrze że nikt tego nie widział bo inaczej byłaby kolejna sensacja.A on leciał za mną.
-Dominika,daj mi to wyjaśnić.
-Nie. Przeprosiny nie wystarczą . Nie chcę żyć w strachu.A ty musisz coś z tym zrobić. Terapia,cokolwiek a ja ...nie wiem czy dam radę być z Tobą jeśli to się powtórzy.
On błagał mnie bym dała mu szansę.
-Dominika daj mi szansę.Nie zostawiaj mnie.
Odwróciłam się do wyjścia .
-Proszę ów się co jest dla Ciebie ważniejsze.
Postawiłam granicę. Nie chcę być w związku pełnym chaosu. Przez te leki zachowuje się jak wariat. O mało w łeb nie dostał toleruje agresji. Niech zdecyduje albo ja albo leki. Po pracy zamierzam odwiedzić Mateusza. Chcę znowu go widzieć.A potem pomyślimy razem z Olgą o niespodziance urodzinowej dla niego. Przez te nerwy zachciało mi się jeś łam się do stołówki by zjeść obiad. Siedziałam przy stoliku cała przygnębiona.Mój ukochany postanowił na mnie podnieść na mnie rękę . Po raz kolejny los mi daje nie właściwą miłość.Po chwili do mnie podchodzi Bartek.
-Dominika? Wszystko w porządku?
-Bartek.. takiego to po prostu ciężki dzień.
Usiadł na przeciwko łam jego troskę.
-Dominika mnie nie Cię znam.
-To o Arka..o nasz związek. Nie wiem czy to ma sens.
-Doktor Brzezowski? A mówiłaś rano że między wami jest ok.
-Powiedzmy że wszystko się przez te leki zachowuje się jak radzi sobie z emocjami,ja próbuje go wspierać.Ale to ja kończę z poczuciem winy. Jest naprawdę źle.
-Powiedz czy on coś Ci zrobił?
-Podniósł na mnie rękę.Nie uderzył. Bartek ja go kocham ale to mnie niszczy.
-Słuchaj nikt nie ma prawa tak Cię traktować rozumiesz? Kochasz go ,rozumiem ale czy on szanuje Ciebie?
-Nie wiem chce wierzyć że coś się jestem pewna.
-Dominika byliśmy razem i wiem jaka ty jesteś. Musisz myśleć też o sobie . To nie jest Twoja wina że ktoś jest uzależniony.
-Ale co ja mogłam zrobić inaczej?
-Nie,Dominika. To nie ty podniosłaś na niego rękę .Nie możesz brać odpowiedzialności za kogoś.
-Masz rację. Ja przemyślę ii chyba się rozstaniemy.
-Dobrze zrobisz jak uważasz. Ale jak będziesz chciała się wygadać to zadzwoń do mnie.
Wsparcie od Ex? Brzmi ciekawie. Wyczuwam od niego tęsknotę za mną,ja też chyba zaczynam za nim tęsknić. A co do Arka to się jeszcze zastanowię. Potrzebuje czasu. Kiedy Bartek mnie opuścił na jego miejsce wskoczyła Ewelina.
-Hej Dominika,chyba się nie gniewasz że się do Ciebie dosiadam?
. Możesz siedzieć.
-Dzięki.
Ewelina nie jadła obiadu tylko piła herbatę.
-Dominika co się stało? - spytała z ciekawości.
Ewelina jest ogólnie miłą dziewczyną.Można z nią pogadać na każdy temat. Ale trzeba na nią uważać bo to plotkara. Olga mnie przed nią wiele razy ostrzegał wolałam za bardzo się przed nią nie otwierać.
-Ech po prostu zły dzień wiesz?
-Oj coś się stało. Ale to na pewno nie związane z pacjentami.
-Nie, to naprawdę zły dzień.
-doktor Brzezowski jakiś zrezygnowany chodzi...pewnie coś między wami się zepsuło.
-Ewelina daj spokó w każdym związku jest idealnie.
-No tak ale spytałam się o co mu chodzi , powiedział mi że pod wpływem suplementów o mały włos nie podniósł ręki.
No nie.. Czy ja dobrze słyszałam? On powiedział innej o osobie o naszych problemach w związku? Dobrze że nie zwierzył się Kindze albo Malanowskiej bo inaczej byłaby totalna klapa.
-On ci o wszystkim powiedział?
-Tak - mruknęła Ewelina.
-Ja bym na Twoim miejscu zastanowiła się czy warto z kimś takim być.
Nic się nie odezwałam. Przez jakiś czas milczałam,potem Ewelina sama mi się zwierzyła że doktor Olesiński wyznał jej miłość w swoim gabinecie. Opowiedziała mi swoją historię miłosne. Miała dziewczyna pecha że akurat trafiała na takich mężczyzn. Ten ostatni Igor okazał się zwykłym manipulantem. Teraz dziewczyna boi się wejść w kolejny związek mimo uczuć.
-Daj sobie czas. Rana musi się zagoić. - doradziłam.
Bo co innego mogłam jej powiedzieć? Niech dziewczyna na razie korzysta z życia,niech się spełnia miłośc,ślub i dzieci przyjdzie czas. Mam nadzieję że Ewelina nie puści ploty o tym że między mną a Arkiem nie układa się.
ZUZANNA :
Pojechałam do szpitala do Mateusza. Moje serce krzyczało z tęsknoty. Musiałam go zobaczyć bo inaczej mogłabym nie przeżyć. My heart is screaming so much. Weszłam powoli do sali ,gdzie leżał on. Mateusz. Na jego twarzy było widać zmęczenie ale żył.On żyje. Na mój widok delikatnie się uśmiechnął.
ło Cię widzieć.
Podeszłam bliżej ,próbując ukryć wzruszenie.
-Hej. Jak się czujesz?
Mateusz wzruszył lekko ramionami ,choć jego ruchy były powolne i ostrożne.
-Bywało lepiej ale jestem tu. - puścił do mnie oczko.
Uśmiechnęłam się z radości. Moja dusza miała wielką ulgę że on żyje.
-Mateusz ,nie masz pojęcia jak wszyscy martwiliśmy się o Ciebie. Bałam się że już nigdy nie będę mogła z Tobą porozmawiać jeszcze raz.
On spojrzał na mnie uważnie.
-Przepraszam że was wszystkich wystraszyłem.
-Wiem że Olga i reszta mieli mnie na głowie - dodał.
Usiadłam na krześle bo zmęczyło mnie stanie na nogach.
-Ej ale to nie jest Twoja wina. To ta bitch Antonina to jej wina .
-Wiem,jak tylko wyjdę stąd to ją zrównam z ziemią.
-Pomożemy Ci w tym. Ta suka musi ponieść karę.
-Poniesie za to karę i gwarantuje jej brak powrotu do pracy.
-Jest coś co powinieneś wiedzieć.
-Co takiego?
Spojrzałam na niego,ciężko było mi wyksztusić przez gardło te słowa.
-Jak zatrzymaliśmy Antoninę ,powiedziała że gdyby miała broń to bez wahania by zastrzeliła Olgę a najlepiej w łeb żeby szybko zdechła. Na jej śmierć patrzyła by z uśmiechem na twarzy.
Mateusz zamarł na chwilę.
-Co? - wrzeszczał
-Mateusz to się wydarzyło naprawdę.Ona to serio powiedziała.
Mateusz odwrócił wzrok patrząc na sufit,był wyraźnie zdenerwowany. Wyobrażam to sobie jak ją wyzywa od najgorszych.
-Co za śmieć. Pożałuje tego! - jego głos był pełen emocji.
-Ale nigdy bym się tego po niej nie spodziewał.Ale zabije ją.
Położyłam rękę na jego dłoni,próbowałam go uspokoić.
-Mateusz,może nie powinnam Ci o tym od razu mówić ale tak się stało. Nie denerwuj się..
-Jak mam się nie denerwować? Nigdy nie zrozumiem takich ludzi.
-Dlaczego to mnie spotkało? Co ja takiego zrobiłem? - dodał użalającym się głosem.
-Mateusz proszę Cię,nie pogrążaj się. Teraz walcz o siebie.
-Czuje się jakbym grał w jakimś koszmarze.
-Nie jesteś w tym wszystkim ętaj.
Serce mnie bolało jak naprawdę kocha Olgę. Antonina ta bitch trafiła w jego czuły punkt.
-Dziękuję Zuza że jesteś przy mnie. - złapał mnie za rękę.
Poczułam motylki w brzuchu. Moje zakochanie zaczęło się pogłębiać.
-Dobrze wiedzieć że nie jestem w tym sam. I dobrze że mi o tym powiedziałaś. - dodał.
Mateusz westchnął i zamknął na chwilę oczy ,próbując zapanować nad swoimi emocjami. Wiem że to go zabolało ale musiałam mu o tym powiedzieć. Ja też nie mogę sobie darować to co usłyszałam na temat łam mu jeszcze potowarzyszyć ale po chwili słyszę jak się otwierają drzwi.
-Przepraszam panią bardzo, będzie musiała pani opuścić salę bo chcemy przeprowadzić badania. - poprosił doktor Miłkowski.
-Ok - powiedziałam cicho .
-Mateusz jak coś to będę za drzwiami.
-Obawiam się że te badania trochę zajmą czasu.
-No dobrze,to ja wracam do siebie. - uścisnęłam Mateusza dłoń na pożegnanie.
-Trzymaj się . - powiedział do mnie.
Niestety trwają badania a ja muszę już wracać do szpitala. Byleby by wszystko było ługo Mateusz ma urodziny,chciałabym mu coś kupić ale nie wiem co. Gdybym mogła to kupiłabym mu zdrowie ale wiem że to nie możliwe.
OLGA :
Dominika weszła do mnie gabinetu podczas gdzie ja przeglądałam dokumentację . Moje myśli wciąż krążyły wokół Mateusza. Nie wiedziałam co mam przygotować na jego urodziny. Chcę mu sprawić niespodziankę.Chcę by czuł się kochany. Moja przyjaciółka wyjechała z pomysłem na urodziny .
-Olga masz pomysł.
-Co tym razem?
-Mam pomysł na niespodziankę Mateusza.
-No mów jaką?
-Myślałam że mogłybyśmy zorganizować małą niespodziankę jak np tort i dekoracje.
-Ooo tak myślałam, też o jakimś prezencie ale prezent może później kupię. Myślę że nie będą mieli przeciwko tam w szpitalu.
Dominika czytała mi w myślach a ona mi najwidoczniej
-Na pewno nie.
-Ale wiesz to nie musi być wielka impreza ,coś od serca.
Zastanawiałam się po czym rzuciłam .
-Myślę jakbyśmy mu zaniosły ulubiony tort i balony.
-O dobry pomysł Olguś.
-Na pewno cię ucieszy.
-Mogą się do nas dołączyć lekarze i pielęgniarki którzy go lubią. - dodała z propozycją Dominika.
-Nom...w sumie to tak. Tylko nie wszyscy będą mieć taką możliwość.
-No niestety..to też prawda.
-To jak planujemy? - zaproponowałam.
-Oczywiście panno Wieczorek.
-To ja zajmę się dekoracjami i tortem a ty możesz zorganizować to wszystko tak żeby Mateusz się nie zorientował.
-W porządku.
-No dobrze to mamy plan. Ja porozmawiam sobie personelem i zrobimy zrzutę.
ślę że większość z nas się zrzuci.
-Dominika a tak poza tym wszystko ok?
-Ze mną? No właśnie muszę się wygadać.
-Coś z Arkiem ? - dopytałam.
działo się naprawdę źle.
-Co się stało?
-Pokłóciliśmy się .Znowu te suplementy i jego wybuchy . Próbowałam z nim porozmawiać na spokojnie ale się nie dało. On stracił panowanie nad sobą i uniósł na mnie rękę . Nie uderzył mnie ale było blisko..
-Co? Jak on mógł? Co za frajer! - zdenerwowałam się.
-Wiem że zachował się jak frajer ale nie mogę w to uwierzyć że znowu trafiam na nie odpowiedniego dupka. Kocham go ale on mnie niszczy.
-Dominika jak mam być szczera to nie jest miłość. To jest tylko pożądanie . Jeśli jego miłość Cię boli to daj sobie spokój. Świat na Bartku i na Arku się nie kończy.
-Kazałam mu wybierać albo ja albo suplementy. Ale czy się zmieni? Nie wiem.
-Dominika do jasnej Anielki. Miłość nie ma boleć rozumiesz? Jeśli on naprawdę chce się zmienić musi to udowodnić a nie mówić.
-Nie wiem czy chce z nim dalej być.
-Słuchaj swojego wnętrza ,jeśli coś cię odpycha to zakończ tą relację.
-Muszę naprawdę przemyśleć. Bo to nie jest takie łatwe.
Dałam Dominice bezwarunkowe wsparcie. Przypominam jej że jej wartość nie jest uzależniona od żadnego musiałam się tego nauczyć i dzięki temu lepiej żyje. A ja nie mogę się doczekać aż sprawię niespodziankę Mateuszowi. Pal sześć że w szpitalu ale chcę jego szczęścia i zdrowia.
Później zaczepia mnie dawno nie widziana lekarka Julita Grzywka o surowym co ode mnie chciała. Zaproponowała mi przyłączenie do tajnej grupy .Kilka razy odmawiałam. Nie chcę się narażać na niebezpieczeństwo.
-Pani doktor mogę na chwilę panią prosić?
-Tak,słucham? - zamieniłam się w słuch.
-Coś się stało? - dodałam.
Julita nachyliła się lekko jakby chciała się upewnić że nikt nie usłyszy naszej rozmowy.
-Chciałabym porozmawiać z panią o czymś specjalnym.
Uniosłam brew choć wiedziałam o co chodzi.
-To znaczy? - uśmiechnęłam się.
Julita zerknęła wokół po czym kontynuowała.
-Jest pewna grupa w której dział liderką. Tajna grupa lekarzy ,którzy pomagają sobie nawzajem w sytuacjach kryzysowych .To coś więcej niż zwykła praca .To wsparcie w każdym możliwym wymiarze.
-Tajna grupa? - powtórzyłam .
-Tak pani doktor.
-Nie dziękuję.
-Ale pani doktor proszę przemyśleć. To nie jest nic zł tym pani narzeczony do niej należy i panna Leśniewska.
-Pani Julito ja naprawdę podziękuję.
-Ale pani Olgo. Nic złego pani się nie stanie jak do nas pani dołączy. Tajna grupa to społeczność lekarzy którzy dzielą się wiedzą,kontaktami,a czasem nawet środkami żeby radzić sobie z sytuacjami w których system zawodzi.
-I co ja miałabym robić?
-Pani doktor. Pani doktor jest wyjątkowa. Twoje zaangażowanie ,umiejętności .Jest pani kimś kogo grupa śmy żeby pani dołączyła.
Wzięłam głęboki wdech. Przypomniały mi się słowa doktor Maciejewskiej która wyraźnie odradzała do dołączenia do tej grupy. A potem Ewelina jak jechaliśmy razem na urlop naciskała bym do nich dołączył nie,wolę nie ryzykować.
-Pani doktor,ja doceniam ale to nie dla mnie.
-Och ależ pani uparta. Proszę przemyśleć .To naprawdę wyjątkowa okazja. W takich czasach warte mieć silne zaplecze.
-Wiem że pani ma dobre intencje ale moja odpowiedź brzmi : Nie.
-I też nie jestem przekonana że taka grupa powinna istnieć w naszym środowisku. - dodałam.
Julita przez chwilę milczała ale była na bank wściekła że odmówiłam. Nie udało jej się zdobyć kolejnego członka.
-Dobrze,rozumiem pani wątpliwości ale kiedykolwiek pani zmieni zdanie to zapraszam.
Skinęłam głową na tak.
Po tych słowach odeszł w końcu udało mi się ją spławić. "Tajna grupa" O nie. Ja na pewno zdania nie zmienię.
Najważniejszy jest dla mnie Mateusz no i Gosia ma przyjechać w odwiedziny .
ASIA :
Dzisiaj po pracy kupuje psa. Jest to piesek z rasy dalmatyńczyk. Nie mogę się doczekać aż wreszcie będzie mó moje wyjście ze szpitala przerwał dramat. Kolejny dramat w tym szpitalu. Nagle usłyszałam huk (strzał) wszyscy zaczęli krzyczeć a pani doktor Książek wrzeszczała .Słyszałam jak krzyczała."Proszę odłóż tą broń" Jak się potem okazało pacjent miał wadę serca i depresję. Czuł się zaniedbany przez rodzinę. Ja znowu znalazłam się w kluczowej roli. Weszłam do sali a tam chłopak prosto do brody przykłada sobie broń.
-Konrad spokojnie,odłóż tą broń .Nie musisz tego robić .Jesteśmy tutaj żeby Ci pomóc.
Marlena była cała próbowałyśmy go od tego odciągnąć.
-Nikt nie chce mi pomó zawsze woleli mojego brata!
Wtedy ja zaczęłam działać.
-Rozumiem że tak się musi być bardzo bolesne ,kiedy wydaje Ci się że nie jesteś ważny. Ale uwierz mi to nie prawda. Jesteś ważny dla nas ,dla mnie i dla doktor Książek. Pozwól nam z Tobą porozmawiać.
-Nic nie rozumiecie. Nic nie ma sensu...
-Rozumiemy więcej niż myślisz. Życie potrafi być bardzo niesprawiedliwe ale zawsze istnieje wyjście. Chcemy ci pomóc znaleźć drogę. Ale odłóż broń. - nalegała Marlena.
-Wiesz czasem ludzie myślą że są niewidzialni ale to nie prawda. Ja widzę chłopaka który zmaga się z czymś bardzo trudnym . Proszę pozwól nam pomóc.
-Ale ja już nie mam siły tak żyć. - głośno płakał.
-Konrad proszę Cię odłóż tą broń,porozmawiamy,razem znajdziemy na to sposób. - powiedziała Książek.
-Konrad ja Cię bardzo proszę odłóż broń. Ból mija ,jeśli dasz sobie szansę. Jesteś dla nas ważny.
-Naprawdę chcecie mi pomóc?
-Tak. - odparłam krótko.
Chłopak rzucił broń ale do sali wtargnęli ochroniarze którzy go szybko zabrali a broń zabezpieczyli. Jak się potem okazało to był syn policjanta. Dobrze że nie przyszło mu do głowy żeby strzelać do ludzi,to by dopiero było. Depresja to demon który Cię pożera od środka. Trzeba walczyć z tym demonem dopóki nie zje. Później po tej sytuacji byłam taka chora że musiałam odmówić kupno psa. Byłam wyraźnie przestraszona jakbym była w obozie Auschwitz.
MARLENA :
Po tej dramatycznej scenie,obie z pielęgniarką Asią wyszłyśmy na świeże powietrze. Byłam przerażona. Już było po wszystkim ale w środku nadal to przeżywałam.
-Pani doktor,myśli pani że zrobiłyśmy wszystko co było możliwe?
-Tak Asiu. Udało się go powstrzymać a to najważniejsze . Teraz jest w miejscu gdzie naprawdę ktoś będzie mógł pomó łaś kawał dobrej roboty,pomogłaś mu się otworzyć.
-Ale widziałam ten ból w co powiedział o rodzicach to złamało mi serce .
-Niestety zdarza się że rodzeństwo jest lepiej traktowane od nas.
-Czy w ogóle zdołamy pomóc komuś tak z głębokimi ranami?
-W takich chwilach trzeba pamiętać że to proces. My daliśmy mu szansę Asia. Mogłoby to się skończyć tragicznie. To był pierwszy krok.
-Mam nadzieję że rodzina też to zrozumie. Czułam że tu nie chodzi tylko o niego ale o coś wię mogą sobie nie zdawać sprawy jak bardzo go skrzywdzili.
-Jeśli są rozsądni,terapia rodzinna może im pomóc to zrozumieć. Ale pamiętajmy ,że nie mamy na wszystko wpływu. Robimy,co możemy ale reszta leży po stronie pacjenta i rodziców.
-Dzięki pani doktor. To wszystko z naszej strony.
-Zrobiliśmy więcej niż tylko "co mogliśmy" Daliśmy mu szansę na życie a to najcenniejsze ,co można komuś ofiarować.
Zapadła między nami zapadła chwila milczenia. Obie spoglądałyśmy w stronę karetki która odjechała.
-Mam nadzieję że kiedyś chłopak to zrozumie.
-Czas pokaże Asiu . My musimy iść dalej. Życie toczy się dalej.
-Tak..Chodźmy my już musimy teraz się z tego wytłumaczyć. Miałam udać się tuż za Asią do środka ale powstrzymał mnie ojciec Konrada.
-Pani Marlena Książek?
-Tak to ja.
-Witam jestem z policji , tata Konrada- pokazał mi swoją oznakę.
-Pani doktor w imieniu mojej rodziny chciałbym przeprosić za to ,co się stał wiem jak to wszystko mogło się wymknąć z pod kontroli.
-Proszę pana nie ma za co przepraszać. Pański syn cierpi na depresję i to jest żniejsze że udało nam się go uratować.
-Ja naprawdę nie wiem co ja teraz powiem znajomym w całe życie pilnuje porządku na świecie a w tym wszystkim przegapiłem depresję mojego ślałem że trzeba tylko mu zapewnić dach nad głową.
-Nikt nie jest idealnym jestem matką więc rozumiem ński syn ma poważne problemy emocjonalne ,co nie znaczy że jest za późno na leczenie.
-Nie wiedziałem że czuje się tak... że rzeczywiście dawałem więcej starszemu uwagi ale nigdy nie chciałem skrzywdzić Konrada .Kocham ich tak samo.
-Wierzę że pan kocha obydwu synów. Ale dzieci często postrzegają inaczej niż my dorośli. Jeśli Konrad odczuwał że jest w cieniu brata ,to jego emocje są rzeczywistością , nawet jeśli pan nie zauważył.
Ojca głos się załamał.
-Nie wiem jak ja to teraz naprawie. Czy on mi wybaczy? Czy jest na to szansa?
-Zawsze jest szansa. Pański syn potrzebuje terapii i waszego wsparcia. Myślę że terapia rodzinna byłaby wskazana.
-Zrobię wszystko co trzeba. Obiecuję. Nie chce by czuł się samotny. Ale proszę powiedzieć pani doktor czy będzie z nim w porządku?
-Jeśli chodzi o jego serce to tak. A jeśli chodzi o psychikę to długa droga.
-Dziękuję pani doktor. To dla mnie bardzo trudne. Nie poddam się ,nie chce go stracić.
-I nie straci go pan. Reszta to cierpliwa praca .
Ciąg dalszy nastąpi.