Welcome
Pamiętajcie to koniec dramatów!
Rozprawa Sądowa to początek czegoś nowego..
You wanna know a secret?
I love you! (do wszystkich co czytają moje wypociny)
I to nie są walentynki tylko zwykły ,normalny dzień.
CYTATY :
„Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem." (Księga Micheasza 6,8)
„Wykonywanie sprawiedliwości i prawa milsze jest Panu niż krwawa ofiara." (Przypowieści Salomona 21,3)
„I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy." (Ks. Izajasza 32,17)
MATEUSZ :
Niestety nie mogłem zasnąć. Ale leżę sobie w łóżku przeglądam sobie media społecznościowe. Siedzenie w domu sprawia że człowiek topi się w swoich myślach. W moich oczach czaiła się ciemność. Zmęczenie,gniew i rezygnacja. W końcu Olga wróciła do domu .
-Mateusz kochanie nareszcie. - rzuciła mi się w objęcia.
-Olga kochanie. - przytuliłem ją do siebie.
-Jak dobrze że jesteś. - powiedziała Olga.
Potem przeszliśmy do naszego salonu. Olga była zmęczona po pracy ale jednocześnie szczęśliwa że znów jesteśmy razem. Musiałem powiedzieć Oldze co mnie boli. Usiedliśmy razem na kanapie.
-Olga muszę Ci o czymś powiedzieć - rzuciłem
-Wiesz co? . Po tym wszystkim powinienem zacząć pić.
Olga zmarszczyła brwi ,czując niepokój w jego głosie.
-Mateusz nie mów tak. Proszę.
-A czemu nie? Straciłem zdrowie,prawie ż ś chciał mnie zabić. Teraz mam sprawę sądową ,muszę łykać te cholerne prochy ,wszyscy o mnie gadają a w internecie mnie niszczą.
-Mateusz wiem że jest Ci ciężko .Ale alkohol w niczym Ci nie pomoże.
-A co mi pomoże? - spojrzałem na nią z goryczą.
-Terapia? Co mi to da? Nic. Tylko zwykłe gadanie o tym co mnie spotkało.
Olga pokręciła głową.
-Nie mówię że masz iść na terapię .Ale alkohol to ucieczka Mateusz. Nie rozwiąże swojego problemu.
Odchyliłem głowę do tyłu i zamknąłem oczy.
-Po prostu jestem tym zmęczony. Boję się że już nigdy nie będę taki sam.
Olga położyła mi rękę na ramieniu.
-Kochanie ja wiem że się boisz. Przejdziemy przez to razem. Zobaczysz.
Nie odpowiedziałem od razu. Wiedziałem że ranię Olgę tymi słowami ale ja naprawdę chciałem zniknąć. Ale i tak pod nieobecnością Olgi chodziłem do sklepu i kupowałem alkohol. Piłem w tajemnicy. Chciałem choć na chwilę zapomnieć o tym co ze mną się stało.
-A co jeśli się poddałem?
Olga potrząsnęła głową.
-Nie poddawaj się. Jesteś silnym facetem.
-Ale ja się tak nie czuje.
-Kochanie jesteś silniejszy niż myślisz a za dwa dni zakończymy te piekło .
Przytuliła mnie do siebie .
-Olga a jak u Ciebie? Wszystko ok?
-Miałam dzisiaj trudny dyżur.
-Co się stało?
-Mój pacjent miał dzisiaj przeszczep serca .Wiesz jak to jest organizm niby przejmuje ale zawsze jest ryzyko odrzutu.
Od razu spoważniałem. Jako kardiochirurg wiem jaka to jest delikatna sytuacja.
-Jakie są rokowania?
-Na razie stabilne ale był moment kiedy naprawdę się bałam.
-Kto go operował.
-Rafał.
-Rafał robi dobrą robotę.Ale nawet najlepszy chirurg nie daje stu procentowej gwarancji . Jak pacjent sobie radzi?
-Adrian jest przerażony. Cały czas pyta czy to serce go zdradzi . Powiedział mi dzisiaj że boi się zasnąć ,bo nie wie czy się obudzi.
-Znam ten moich pacjentów go przeżyło.
Olga spojrzała na mnie smutno.
-Nie umiem mu powiedzieć że wszystko będzie ok.
-Kochanie ty nie musisz nic mówić..ale na pewno wszystko będzie że powiesz mu że nie będzie sam.
Jako kardiochirurg znam ten ból . Ale dzięki Bogu zawsze kończyło się dobrze. Teraz to moje serce musi się poskładać. Ale do pracy zamierzam wrócić szybko. Na drugi dzień Anka zapowiedziała mi że podrzuci mi dziewczynki. Tak bardzo chcą się ze mną widzieć.Niestety pojawił się też ktoś kogo nie chciałem widzieć.Doktor Cisek. Nie zbyt sympatyczna postać w moim ż była w pracy to nie słyszała naszej kłótni. Cisek jak zwykle musi wcisnąć swoje słowa. Wie że za nim nie przepadam a dobija się do mojego mieszkania. Otworzyłem dni ,córki wpuściłem do środka a jego nie.
-Dzień żemy wejść.
-Moje córki mogą ale Pan nie. - wpuściłem Marysię i Ole do środka ale Cisek stał na korytarzu.
Cisek uniósł brwi ale nie wyglądał na zaskoczonego.
-Rozumiem że Pan nie jest zadowolony z mojej obecności ,ale nie przyszedłem tu w złych intencjach.
-Nie interesują mnie pańskie intencje. - mój ton był chłodny. Widok Ciska sprawiał że miałem ochotę zatrzasnąć drzwi.
-Nie muszę Cię wpuszczać do swojego mieszkania. - dodałem.
-Panie profesorze ja wiem że nie mamy najlepszych relacji i nigdy nie będziemy kumplami ale współczuję panu.
-Twoja litość nie jest mi potrzebna.
Cisek pokiwał głową.
-Ale tu nie chodzi o litość . Po prostu wiem że to nie jest łatwe.
-I? Co było dalej? Teraz proszę przestać mi wchodzić w brudnymi buciorami w życie tak jak zrobił to pan wcześniej.
-Panie..ja chciałem się z panem tylko pogodzić.
-W dupie mam takie godzenie. Nigdy panu nie wybaczę jak pan uwiódł moją żonę.
-Dziewczyny jakbyście chciały wrócić to do mnie zadzwońcie.
-Dobra a teraz spadaj stąd. - zatrzasnąłem drzwiami.
Jeszcze tylko Ciska brakowało.A ja przytuliłem się do nie muszą mnie oglądać w szpitalu. Teraz doceniam każdą chwilę. Żyje ,mogę oddychać i chodzić.Mój kręgosłup po tylu leżenia w łóżku potrzebuje ruchu.
-Tato dlaczego nie wpuściłeś Tomka do środka? - spytała się Marysia.
-Bo Tata za nim nie przepada. - powiedziałem prawdę. Nie chce okłamywać moich córek. Nie jestem jak Anka która woli kłamać niż mówić szczerą bolesną prawdę. Trzeba uczyć dzieci mówić prawdy bo inaczej skończą zakłamane.
-Dlaczego? Tomek jest fajny. - rzuciła Ola.
-Dziewczynki tatuś wie że go lubicie ale my za sobą nie przepadamy.
-Szkoda bo Tomek opowiada zabawne historie.
Cieszę się że moje córki dogadują się z Tomkiem. To mnie bardzo cieszy ale mój stosunek do niego nadal się nie zmienił. Nie chce by wchodził mi w drogę. Ja z dziewczynkami postanowiłem wspólnie ugotować obiad dla Olgi jak wróci z pracy. Moje córki mają z nią dobry kontakt nawet jedna mi zdradziła że traktują Olgę jak własną rodzinę. Bardzo mnie to ślę że wszystko nam się zaczyna układać. Dzisiaj gdy dziewczynki wrócą do siebie,poruszę temat o naszym ś ę żeby Olga została moją żoną jeszcze w tym roku . Nadal nie zmieniłem zdanie o liście gości. Zuzy i Eweliny ma nie być bo taka jest moja decyzja. Dlaczego nie chce Zuzy na moim weselu? Bo wiem jaka jest Zuza,wiem że ona nadal coś do mnie czuje a ja nie chce swojej przeszłości mieć na weselu. Nawet mojej byłej żony nie będzie a co dopiero jej. Myślę że Olga to uszanuje. Obecność córek sprawiały że odechciało mi się myśleć o piciu. Ale jutro czeka mnie rozprawa sądowa.
OLGA :
Operacja mojego pacjenta się udała co bardzo mnie cieszy. Mama Adriana mnie wycałowała za wszystkie czasy. Rafał dzisiaj miał w tej sprawie dobrą wiadomość.
-Olga. - zaczepił mnie Rafał.
-Tak?
-Mam dla Ciebie dobrą nowinę.
-I jak wygląda sytuacja?
-Serce się przejęło,ale musimy go odważnie obserwować. Najbliższe 48 godzin będzie kluczowe
Skinęłam głową .Wiem że teraz wszystko zależy od organizmu chłopca.
-Ok .Będziemy czuwać.
-Olga jak tam Mateusz? Szczęśliwy że już jest w domu?
-Yyy tak. Bardzo.
-W ostatnim czasie nie miałem czasu by zaglądać do szpitala,tyle miałem operacji ..
-Dobrze Rafał spokojnie,teraz wszystko jest dobrze.
-No tak ale powinienem was wesprzeć.
-Rafał ale Ty nas wspierałeś w każdej chwili.
-No tak ale mogłem być przy was częściej.
-Rafał ale Ty też masz swoje życie. Masz syna który Cię potrzebuje.
Po chwili na rozmowę zabrała na rozmowę Ewelina jakby coś było pilne a było zwykłą rozmową. Ewelina znowu wróciła do swoich jakiś teorii. Choć pewne jej przepuszczania się okazywały prawdą. Ale to nie znaczy że te nowe mogą być prawdziwe. Odciągnęła mnie od Rafała z którym chciałam jeszcze podyskutować ale widząc że Ewelina mnie od niego wyrywa skręcił w drugą stronę.
-Olga pamiętasz wczorajszą rozmowę?
-Jaką rozmowę?
-No ten chłopiec co do nas tak podszedł.
-To ten co ci powiedział że masz się nie bać mężczyzny który się kręcił obok Ciebie?
-Tak. Wierzysz w to?
-Ewelina daj spokój. To tylko słowa.
-A co jeśli nie? - Ewelina spojrzała na mnie uważnie.
-Wiem że to dziwne ale mi to nie daje spokoju. Mówił z taką pewnością ..jakby wiedział więcej niż my.
Milczałam przez chwilę nie wiedziałam co na to odpowiedź. Choć sama nie ukrywam że byłam zdziwiona tymi słowami i rzeczywiście jego ton był poważny. Choć też mi to nie daje spokoju.
-Ciekawe czy on mówił prawdę.Może on naprawdę mówił .
Spojrzałam na bok jakbym szukała odpowiedzi wśród przechodzących ludzi obok nas.
-Nie wiem Ewelina,na razie nie chce o tym myśleć .
-No Olga sama przyznaj że to nie ciekawe.
-No ciekawe ale mamy inne sprawy do załatwienia.
-Poza tym pacjentów,jutro mamy rozprawę w sądzie i jeszcze te wszystkie emocje. Po prostu nie chce się zajmować głupotami .
Ewelina uśmiechnęła się lekko ale w jej oczach wyczytałam zrozumienie.
-No dobra Olga ale mi to nie daje spokoju.
-Dobra Ewelina co ma być to będzie. Ja zajmuje się teraźniejszością.
Naszą dalszą rozmowę przerwał mój telefon. Kamila mnie wzywała do siebie do gabinetu.
-Sorry Ewelina muszę już lecieć.
-No dobra . Trzymaj się i jutro widzimy się na rozprawie .
-Pa
Ruszyłam w kierunku gabinetu pani ordynator. Nie chciałam przyznać że słowa chłopca są ciekawe.
DOMINIKA :
Dzisiaj w szpitalu szybko roznoszą się wieści o profesorze Kochańskim i o nas. O mnie i o ów jesteśmy razem. Daliśmy sobie drugą szansę. Ja znów jestem szczęśliwa i znów promienieje jak dawniej. Mój ukochany dzisiaj sprawił mi kwiaty w obiecuje że będzie o nas dbał i o wszystkim będziemy rozmawiać nawet jak będziemy się gniewać. Bardzo się cieszę że Mateusz wrócił do domu i niebawem ( na pewno ) do nas wróci. Zaskoczy nas swoją obecnością. Dzisiaj podczas przerwy w szklanym pomieszczeniu pogadaliśmy sobie z Olgą ,z Bartkiem i z Rafałem. Olga była zamyślona bo jutro musi się stawić na rozprawie sądowej.
-I jak się trzymacie? - zapytałam poprawiłam jej włosy za ucho.
-Nie powiem,żeby było łatwo. Ta cała rozprawa ,zeznania..To wszystko zaczyna mnie przytłaczać.
-Nie myśl o tym w ten sposób. - powiedział Bartek.
-Macie prawnika,macie dowody .Antonina jest skończona. - dodał.
-Nawet jeśli wygramy to nie oznacza że zapomnimy. Jak pomyślę co ona zrobiła i co do mnie powiedziała to..
Położyłam Oldze dłoń na ramieniu.
-Rozumiem ale nie możesz dać się temu pochłonąć.
Olga spojrzała się na mnie wdzięcznością.
-Dzięki Dominika,wasze wsparcie jest dla mnie ważne ale to nie wasz problem.
-Olga. Tą sprawą żył cały szpital i razem możemy to pokonać. - powiedział Rafał który oparł swoją rękę na ramieniu Olgi.
-Dzięki wam..
-Dominika no właśnie wy z Bartkiem do siebie wróciliście.
-Tak. Wróciliśmy do siebie i zaczynamy wszystko od nowa. - oparłam łokieć o ramię Bartka.
-Dzisiaj razem z Dominiką idziemy do kina. - rzucił Bartek.
-O a na co? - spytała Olga.
-Na jakiś film akcji. Bartek uwielbia takie niech mu będzie. Następnym razem wybieram ja. - odpowiedziałam patrząc na niego.
Olga i Rafał zaśmiali się cicho.
-Najważniejsze że wróciliście do siebie .
Bartek i ja pokiwaliśmy głową jednocześnie.
-Ale z Tobą też chce się wybrać do kina. - powiedziałam do Olgi.
stoi.
OLGA :
Moja przyjaciółka nareszcie jest szczęśliwa. Odkąd wróciła do Bartka wygląda na bardzo szczęśliwą. Szczerze? Jest bardziej szczęśliwa z Bartkiem niż z Arkiem. Widać po oczach że cieszy się że znów są razem. Kiedy była z Arkiem była na pozór szczęśliwa.. nie jestem pewna ale to moje zdanie. Cieszę się z jej szczęścia chociaż mi też niczego już nie wstawie się razem z Mateuszem na rozprawę i zamkniemy ten horror na zawsze. Nasze życie też wyjdzie na prostą. Kiedy wróciłam do domu po dyżurze spod drzwi było czuć coś dobrego . Byłam zdzwiona bo Mateusz nic nie mówił że zamierza gotować. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam w kuchni Mateusza z jego córkami. Właśnie kończyli kłaść jedzenie.
-Co tu się dzieje?
-Niespodzianka. - zawołała Ola.
-Pomyśleliśmy że po ciężkim dniu miło będzie jak ktoś zrobi obiad dla Ciebie .
Spojrzałam na talerz pełen pysznie wyglądającego makaronu z sosem i sałatką.
-To wygląda świetnie . - powiedziałam siadając przy stole.
-Kochanie nie wiedział że oprócz dłubania w sercach masz też talent kulinarny.
Marysia zachichotała.
-Bo nie ma. To my gotowaliśmy a nie tata. Tata tylko pomagał.
Mateusz udał oburzenie.
-Halo zrobiłem sos!
Roześmiałam się ,próbując dania.
-Jest przepyszne. Naprawdę dziękuję.To miłe z waszej strony.
Czułam ciepło w moim sercu.. Po tych wszystkich trudnych momentach ,które ostatnio przeżyliśmy ten gest znaczył dla nas więcej. Później gdy Marysia z Olą pojechali z powrotem do domu. Z Mateuszem zaczęliśmy dyskutować o naszym ślubie. Oboje jesteśmy pod wpływem różnych emocji bo jutro mamy rozprawę.A ja przygotowuje się psychicznie na to że spojrzę tej kobiecie w oczy. Niestety nie spodobało mi się to co powiedział.Generalnie nie chciał Zuzy i Eweliny na naszym weselu. Zuza i Ewelina to zaraz są moimi bliskimi przyjaciółkami po ś sobie to nie wyobrażam. Kocham go ale przesadza.
-Mateusz denerwujesz się jutrzejszą rozprawą prawda?
-Tak ale chciałbym z Tobą porozmawiać?
-O czym?
-O naszym ślubie. Wiesz,chciałbym,żebyśmy pobrali się jeszcze w tym roku.
Uniosłam brwi z zaskoczenia.
-Tak? Myślałam że będziemy czekać dłużej.
-Nie widzę powodu żeby zwlekać .Przeszliśmy tyle raz ,że wiem że chcę z Tobą być. - powiedział poważnie.
-To piękne..Też tego chcę.
Mateusz uśmiechnął się lekko ale zaraz spoważniał.
-Jest jedna rzecz o której musimy pogadać. Chodzi o listę gości.
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
-To znaczy?
-Nie chcę zapraszać Zuzy i Eweliny.
Zmarszczyłam brwi. Kiedyś mi to o tym wspominał ale myślałam że z czasem zmieni zdanie. A jednak nie zmienił zdania.
-Dlaczego? Przecież to są nasze bliskie osoby.
-Wiem ale z Zuzą jest dziwna sytuacja. Nigdy do końca nie wiem ,co ona do mnie czuje a jej situationship wciąż jest żywy.
Pokiwałam głową , rozumiejąc do czego zmierza.
-A Ewelina? Dlaczego nie chcesz jej na naszym weselu?
-Czuję że nie mamy tak bliskiej relacji a poza tym jeśli Zuzy nie zaprosimy to i tak pewnie by nie przyszła.
Westchnęłam .
-Nie chcę żadnych dramatów na moim weselu . Zuza musi odejść z naszego życia.
-Wiem kochanie . Ten dzień jest nasz nikogo więcej.
-To umowa stoi?
Mateusz podszedł i pocałował mnie w czoło.
-Tak kochanie. - potakiwałam
Zgodziłam się na tą decyzję bo go kocham. Chcę żeby on też był szczęśliwy. Jeśli Zuza i Ewelina mają nam przeszkadzać to lepiej żeby ich nie był not sorry ale to nasze wesele.
-To teraz pozostaje nam ustalić resztę szczegółów.
-I znaleźć termin . - dodałam
Przed nami jeszcze tyle przygotować . Jutro musimy stać z twarzą w twarz ze złym człowiekiem. Pozbawionym jakichkolwiek skrupułów . Nawet oboje nie zauważyliśmy jak nam zleciał dzień.Oboje od rana byliśmy spięci,choć staramy się zachować spokó był ubrany w ciemny garnitur a ja ubrałam się w elegancki ale stonowany stró salą sądową czekaliśmy na wezwanie. Atmosfera staje się ciężka.
Obok nas stanął zaufany prawnik Mateusza. Artur Palczewski.
-Spokojnie drodzy państwo. Mamy mocne dowody .Sprawa jest jasna ale musicie być na wszystko gotowi.
Spojrzałam na mojego narzeczonego.
-Jak się czujesz?
-Jakbym zaraz miał eksplodować .
W tym momencie otworzyły się drzwi sali sądowej się otworzyły a urzędnik wywołał sprawę.
-Sprawa przeciwko Antoninie Rokowskiej.
Weszliśmy do środka i od razy nasz wzrok padł na Antoninę siedząc po drugiej stronie. Widzę że wynajęła sobie adwokata ale jest skończona. Jej oczy są pełne nienawiści. Kiedy Mateusz się na nią spojrzał ona się uśmiechnęła kpiąco. Mateusz usiadł obok prokuratora jako oskarżyciel posiłkowy. Jego prawnik doradzał mu w kwestiach formalnych .Prawnik usiadł obok nich. Sprawa rozpoczęła się od odczytania zarzutów. Ten dzień ma zmienić wszystko na ę prowadzi Sędzia Anna Maria Wesołowska .
Prokurator Sylwester Dębski przedstawił dowody wyniki toksykologiczne ,raporty z policji a także świadectwa lekarzy i pielęgniarek.
-Oskarżona działała z premedytacją. Dosypała substancję do napoju profesora Kochańskiego ,co doprowadziło do jego hospitalizacji i realnego zagrożenia życia.
Adwokat Antoniny Martyna Cholewa próbowała odwrócić sprawę w inny sposób.
-Moja klientka była w złym stanie psychicznym,działała pod wpływem impulsu i emocji. Nie miała zamiaru nikogo zabijać.
Myślałam że coś jej zaraz palnę. Co ona gada?
Sędzina spojrzała na Antoninę i zapytała :
-Czy oskarżona chce coś powiedzieć?
Antonina wstała i spojrzała się na Mateusza a potem na mnie.
-Nie żałuję.Gdybym miała okazję zrobiłabym to znów.
Na sali zapadła cisza. Sędzina spojrzała na nią surowo a prawniczka tej psychopatki złapała się aż za głowę. Rozprawa trwała jeszcze długo. Po złożeniu zeznać przez świadków i przeanalizowaniu dowodów sędzia zarządził przerwę , po której miało zostać ogłoszone orzeczenie. Jeszcze dodam że rozprawa zaczęła się punktualnie .Sala sądowa była wypełniona .Wśród świadków pojawiły się Asia ,Zuza ,Dominika , Borys a nawet Ewelina. A na naszą nie korzyść pojawiła się Kinga. Mateusz wyrzucił z siebie co stało mu na sercu. W jego tonie słyszałam żal i gniew. Gdyby mógł to by tą Antoninę zaraz udusił gołymi łapami. Największy cios zadały zeznania Kingi. Kinga pękła i w końcu się przyznała że wiedziała o planach Antoniny. Sędzia ogłosił przerwę przed wydaniem podeszłam do swojego ukochanego i chwyciłam go za rękę.
-I jak się masz? - zapytałam cicho.
-Chcę żeby to wszystko się skończyło. - odpowiedział ściskając moją dłoń. Zuza patrzyła się na nas . Jestem wdzięczna naszych świadkom za to że stali za nami murem. Po przerwie sędzia wrócił na salę. Zapadła cisza.
-Proszę stać sąd idzie.
Kiedy sędzia zasiadła z powrotem na swojego miejsce wszyscy byliśmy ciekawi jaki wyrok wypadnie.
-Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polski Sąd Rejonowy w poznaniu sprawy Antoniny Rokowskiej uznaje ją za winną za dokonania mu czynu i wymierza karę 4 lat pozbawienia wolności oraz obowiązek zapłaty odszkodowania na rzecz pokrzywdzonego.
Sala sądowa zawrzał zaczęła krzyczeć w kierunku Mateusza.
-Ty się tak nie ciesz łajzo! A ty Wieczorek jeszcze zobaczysz co z Tobą zrobię! - znów mi grozi. Na szczęście ochrona ją wyprowadziła . I jeszcze coś krzyknęła w kierunku Zuzy. Też jakąś groźbę jej powiedziała. Mateusz westchnął ciężko a ja miałam go ochotę przytulić ze szczęścia. Nareszcie ten horror dobiegł końca. Teraz możemy skupić się na wspólnej drodze do szczęścia.
MATEUSZ :
Rozprawa już się skończyła pomyślnie. Antonina została ukarana a jej przyjaciółeczka Kinga w niczym jej nie pomogła. Antonina została zrównana z ziemią. Dziękuję z całego serca mojej narzeczonej Oldze,Borysowi,Zuzi,Ewelinie ,Dominice i Asi za to że wstawili się za mną ( za nami) Wieczorem po powrocie do domu usiadłem wygodnie na kanapie. Znów musiałem oglądać tą kobietę.Znów mi zagroziła. Kiedy patrzyłem na nią wszystko mi się przypomniało. To przez nią boję się pić w ę pić w przezroczystej szklance. Olga nalała mi wodę do szklanki i usiadła obok.
-I co teraz? Jak się czujesz? - zapytała spokojnie.
Olga czuła ulgę że jest już po wszystkim a ja? Nie do końca. Chęć do picia alkoholu nadal się pojawiał nie jest takie łatwe wyrzucić z głowy to wszystko. Te sceny wciąż mnie prześladują. Zawsze mówiłem że jestem silny i nic mnie nie zabije dopóki mnie to nie spotkało.
-Olga jeśli mam być szczery to czuję pustkę. Ta sprawa ciągnęła się za mną tak długo że nie umiem wrócić do normalności.
Olga ścisnęła moją dłoń.
-To normalne. Daj sobie czas Mateusz. Byłeś ofiarą,ja też nią byłam .A teraz wszystko nam się zaczyna układać. Twój organizm nadal jest w trybie obronnym.
-A wiesz co jest tak naprawdę najgorsze? Nie to że prawie umarłem. Nie to że musiałem się leczyć ...Ale to że przez chwilę zwątpiłem w ludzi.
-Kochanie..zobacz ile ludzi było za Tobą. Zobacz jak Antonina skończyła ,już siedzi w pierdlu.
Spojrzałem na Olgę.
-Powiem Ci kto mnie tak naprawdę uratował.
-Kto?
-To ty. Bo gdybym nie miał Ciebie to nie wiem czy bym przez to przeszedł.
Olga rzuciła mi się w objęcia.
-Kochanie już jest po wszystkim. Teraz możemy myśleć o przyszłości. - powiedziała.
Później gdy Olga poszła spać ja zacząłem pić alkohol. Przez moment czułem się wolny od tych myśli. Alkohol rozluźniał mnie w środku. Piłem pod nieobecności Olgi ,gdyby nie wczorajsza wizyta moich córek zaczął bym wcześniej.
Ciąg dalszy nastąpi..
